Prof. Michał Troszyński jest ginekologiem i położnikiem oraz wieloletnim konsultantem krajowym w dziedzinie ginekologii i położnictwa, byłym wicedyrektorem Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, autorem wielu publikacji, w tym podręcznika dla nauczycieli naturalnego planowania rodziny.

Prezentujemy wybrane fragmenty wywiadu, którego profesot Troszyński udzielił „Naszemu Dziennikowi”:

 

PRL i ustawa z 1956 roku

Pamiętam, jak podjąłem pracę jako ginekolog w poradni dla nauczycieli. Pracowałem tam tylko miesiąc z uwagi na skargi pacjentek o utrudnianie im dostępu do "dobrodziejstw" ustawy. Co prawda jestem otwarty na rozmowę, ale gdy kobieta stanowczo żądała ode mnie skierowania na "przerwanie ciąży" bez dyskusji nad jej sytuacją, to oczywiście nie mogła go dostać. Tłumaczyłem, że nie prowadzę sklepiku, w którym można coś kupić lub wytargować. Proponowałem natomiast rozmowę. Wówczas często takie panie szły ze skargą do kierownika przychodni.


Nawet wtedy, gdy miałem wrażenie, że nic nie można zmienić, okazywało się, iż kobieta po pewnym czasie zmieniała jednak decyzję. To utwierdzało mnie w przekonaniu, że trzeba rozmawiać. Należało sobie uświadomić, w jakiej sytuacji znajduje się matka, która chce dokonać aborcji, i zrozumieć ją. Pamiętam też ciekawą sytuację, gdy pracowałem w innej poradni. Pewnego razu przyszła do mnie kobieta w wieku ok. 40 lat z żądaniem wystawienia skierowania na "przerwanie ciąży". Pokazała mi przeprowadzone badania i oświadczyła wprost, że chodzi jej tylko o skierowanie. Obejrzałem dokumenty i zaproponowałem jej badanie. Odpowiedziała, że już była badana. Ja na to, że nie przeze mnie. Z wywiadu wynikało, że pół roku wcześniej dokonała już aborcji. W międzyczasie wystąpił stan zapalny, co kobieta uznała za jeszcze jeden powód do "przerwania ciąży". Po zbadaniu powiedziałem jej, że stan zapalny da się łatwo wyleczyć w trakcie oczekiwania na dziecko i nie ma powodów do podejmowana takiej decyzji.

Wszczęła awanturę, krzycząc, że ma prawo do decyzji w tej sprawie. Nie przekonały jej żadne próby tłumaczenia, trzasnęła drzwiami i wyszła. Jednak po dwóch tygodniach pojawiła się ponownie. Zbadałem ją - ciąża była utrzymana! Tym razem zachowała się zupełnie inaczej, przeprosiła za swoje zachowanie i opowiedziała mi, co zrobiła po wyjściu z ostatniej wizyty u mnie. Poszła prosto do innej poradni z takim samym żądaniem. Lekarz wypisał skierowanie na dokonanie aborcji nawet bez badania. Wtedy kobieta na to: "A skąd pan wie, że jestem w ciąży, skoro nawet mnie pan nie zbadał?". Nie wzięła skierowania i uciekła z gabinetu.

Ten przypadek utwierdził mnie w przekonaniu, że nie ma przypadków "beznadziejnych", że naprawdę warto rozmawiać.

Uważam, że nie jest trudno zachować zasady, które się wyznaje. Trzeba się po prostu trzymać praw, które obowiązują lekarza: pomagać i ratować, w tym przypadku zwykle matkę i dziecko.

Rodzina

Na podstawie moich doświadczeń wiem, jak istotne są edukacja i wychowanie do szacunku dla życia, najlepiej już w rodzinie. Nawet jeśli po takiej formacji człowiek zboczy z tej drogi, to łatwiej mu wrócić, bo ma korzenie.

Myślę, że największy wpływ ma matka. Ojciec nie zawsze ma czas. Oczywiście w wychowaniu jest także bardzo potrzebny, ale matka ma wpływ na dziecko od początku. Moje dzieci dziś nie mają żadnych rozterek, jak myśleć w najważniejszych sprawach i jak postępować.

Zawdzięczałem to mojej żonie. To ona zajmowała się dziećmi. Nie było jej łatwo. Nie mogłem w tamtych czasach pracować prywatnie, brałem więc dodatkowe dyżury, by utrzymać rodzinę.

Podczas wakacji jeździliśmy razem na kursy organizowane w ruchu oazowym, często do Krościenka. Bywało też, że wyjeżdżało ze mną któreś dziecko. Dla mnie to był naprawdę odpoczynek.

Naturalne Planowanie Rodziny i społeczna edukacja

Wcześniej w społeczeństwie, a zwłaszcza u kobiet, nie było takiej świadomości, że od początku mamy do czynienia już z żywym człowiekiem. Ogromną zasługę mają tu nauka i postęp techniczny, zwłaszcza w postaci ultrasonografii. Często kobieta, która jest w rozterce i nie wie, co robić - gdy zobaczy podczas badania USG żywy obraz swojego dziecka, zmienia swój stosunek do niego. To jest najlepszy argument za życiem.

Ważne było pokazanie kobiecie, która chce dokonać aborcji, że są inne rozwiązania. Trzeba także zrozumieć jej sytuację i wspólnie znaleźć dla niej odpowiednie rozwiązanie, którego celem jest ratowanie poczętego życia. Na ten temat możemy wiele mówić. Zastanawiając się nad tym jeszcze w czasach PRL, doszliśmy wraz z grupą przyjaciół do wniosku, że bardzo ważna jest edukacja i informacja, jaką społeczeństwo otrzymuje.

Lekarz wie, że najlepsze leczenie to profilaktyka, a więc działanie z wyprzedzeniem. Chodziło nie tylko o kobiety, które już zaszły w ciążę i nie wiedziały, co robić, ale także o narzeczonych przygotowujących się do małżeństwa. Chodziło o wychowanie do odpowiedzialnego macierzyństwa. W ten sposób zaczęliśmy propagować naukę o naturalnym planowaniu rodziny. W Polsce w latach 60. sprawa była mało znana, choć na Zachodzie mówiło się o tym od dawna.

Dzięki pomocy Kościoła korzystaliśmy początkowo z literatury obcej w języku holenderskim. Później były inne książki i publikacje. Potem na tyle poznaliśmy tę problematykę, że zaczęliśmy wydawać własne pozycje. Od tego czasu prężnie funkcjonują ośrodki w Bydgoszczy, Poznaniu, Gdańsku, Krakowie, Lublinie, i innych miastach. Do dziś działam w ramach Stowarzyszenia Nauczycieli NPR. W 1993 r. grupa skupiająca m.in. lekarzy, nauczycieli i kapłanów złożyła wniosek do ministra zdrowia o nadanie oficjalnych ram do prowadzenia poradni rodzinnych. Dzięki tym wysiłkom powstał Krajowy Zespół Promocji Naturalnego Planowania Rodziny. Początkowo chcieliśmy stworzyć sieć poradni rodzinnych, po jednej w każdym województwie, w ramach których działaliby instruktorzy NPR. Obecnie pracami zespołu kieruje mój następca prof. Bogdan Chazan.

Udawało się dzięki wsparciu Kościoła katolickiego i wielu zaangażowanych ludzi, takich jak prof. Włodzimierz Fijałkowski, autor wielu popularnych publikacji na temat planowania rodziny. W tym wczesnym okresie to ta grupa zaangażowanych ludzi, skupiająca wielu lekarzy i naukowców z różnych części Polski, spotykała się co pewien czas u sióstr urszulanek na ul. Wiślanej w Warszawie. Po pewnym czasie została nawet zawiązana spółdzielnia lekarska zarejestrowana jako poradnia rodzinna. Dyżury mieli w niej prawnik, ginekolog i inni specjaliści. Nie trwało to jednak długo z uwagi na trudności obiektywne. W tej sytuacji mogliśmy działać właściwie tylko w instytucjach kościelnych.


Gdy nie można było rozwijać poradnictwa w klinice ani w przychodniach, to właśnie Kościół pomagał. W upowszechnianiu NPR pomógł ks. Franciszek Blachnicki, twórca ruchu oazowego. Podczas wakacji jeździliśmy na kursy NPR, były one organizowane dla różnych grup. Nie wiem, czy to miało szerszy wpływ. Dla nas ważne było to, że robiliśmy coś w naszym przekonaniu bardzo potrzebnego.

Antykoncepcja

Antykoncepcja po pierwsze, ogranicza czas, gdy kobieta może zajść w ciążę, czyli od strony biologicznej wszystkie czynniki działają przeciw płodności. Ponadto jest wiele przeciwwskazań do stosowania środków antykoncepcyjnych, których u młodej kobiety nikt nie obserwuje, chyba że są one ewidentne. Jest wiele kobiet, których matki miały przeciwskazania do stosowania antykoncepcji, a mimo to ich córki stosują środek bez uwzględniania czynnika rodzinnego. Ważne jest, by uczyć ludzi przewidywać skutki ich działań, a z tym jest niestety u nas wciąż problem, nie tylko w dziedzinie medycyny i życia rodzinnego.

Kobieta między 20. a 25. rokiem życia powinna się zastanowić, czy chce być matką, czy nie. Najdalej do 28. roku życia powinna urodzić pierwsze dziecko. Później mogą być już trudności. Jest bowiem liczne grono kobiet, które najpierw czynią wiele, by być niepłodną, a później okazuje się, że mają trudności z zajściem w ciążę. Wtedy trzeba włożyć wiele trudu, by mogły mieć to upragnione dziecko.

Niepłodność


To jest problem naszych czasów. Wzrasta też lawinowo liczba cesarskich cięć i to często wykonywanych na "życzenie kobiety". Martwi mnie to, że niektórzy lekarze aprobują takie tłumaczenie, które oznacza to, że nie było obiektywnych powodów do rezygnacji z naturalnego porodu. Są takie oddziały położnicze, gdzie cesarskie cięcia stanowią 90 proc. porodów. Niestety, także w medycynie rośnie rola mody. Przykładem tego jest także popularne na Zachodzie wybieranie przez matki daty porodu dziecka.

Niedawno przyszła kobieta właśnie z problemem. Zaproponowano jej in vitro, na co się nie zgodziła. Przyszła do mnie, ponieważ znała moje stanowisko w tej sprawie. Powiedziałem jej, jakie są możliwości leczenia w jej przypadku, ale przy okazji zaproponowałem, żeby pomyślała wraz z mężem o adopcji. Po kilku miesiącach zadzwoniła do mnie, informując, że zdecydowali się i adoptowali dziecko. Miałem w przeszłości kilka takich przypadków. Zdarzało się także, że po adopcji, po pewnym czasie takie małżeństwo doczekało się również własnego dziecka. Dziś naprawdę postęp medycyny niezwykle pomaga w rozwiązywaniu również problemów niepłodności. Gdy tłumaczyłem książkę prof. Thomasa Hilgersa na temat naprotechnologii, urzekła mnie, i to wcale nie z powodu odkrycia nadzwyczajnej techniki, bo większość tych informacji była znana, ale autor stworzył system i wprowadził go w czyn. Jest to wyjście naprzeciw problemom małżeństw długo oczekujących potomstwa (w jakimś stopniu niepłodnych) tak daleko jak tylko można, ale zawsze zgodnie z sumieniem. Życie i działanie prof. Hilgersa świadczy o tym dobitnie. Zafascynowała mnie jego troska o człowieka.

 

MaRo/NDz


Zobacz także:

"Jako człowiek odmawiam zabijania"

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »