Radio Swoboda przeprowadziło ciekawą rozmowę z byłą pracownicą tzw. „ministerstwa prawdy”. Od trzech lat działa ono w Petersburgu i pod pozorem „badania internetu” prowadzi regularną wojnę informacyjną w imieniu Kremla. "Nieoficjalnie zatrudnieni w niej młodzi ludzie przez 12 godzin dziennie piszą, komentują i wrzucają obrazki wychwalające Putina, a także karykatury wyśmiewające rosyjską opozycję, Stany Zjednoczone, szefa polskiego MSZ i "ukropów" - Ukraińców" - podaje TVN24.pl. W "ministerstwie prawdy" pracuje ok. 400 osób - zarówno studentów, jak i emerytów. Dyżur trwa 12 godzin. Na czele firmy stoi przyjaciel Władimira Putina.
Petersburska „fabryka trolli” podzielona jest na kilka specjalnych departamentów, które odpowiadają za poszczególne części internetu: blogowanie, komentowanie newsów na portalach w Rosji i za granicą, przerabianie zdjęć opozycjonistów i zmasowany atak w artykułach.
- Nie zostałam tam zatrudniona oficjalnie. Nie miałam oficjalnej umowy o pracę, nigdy nie poznałam żadnego z szefów - tylko swojego bezpośredniego przełożonego, tzw. teambuildera - mówi Tatiana.
- Niemcowa zabił Niemcow po to, by zwrócić uwagę na siebie i przeklętą opozycję - tak wedle propagandy wygladalo zabójstwo Niemcowa.
Na stronach internetowych dla poszukujących pracy właśnie ruszył nowy nabór na trolli, bo ci nie wytrzymują w tej pracy długo - najbardziej wytrwali pracują przez półtora roku.
Sab/Tvn24.pl, Radiosvoboda.org
