Declan Ganley zaprezentował 11 grudnia w Brukseli, kilka kroków od spotkania europejskich szefów państw, organizację Libertas. Podczas konferencji prasowej, na której obecnych było ok. stu dziennikarzy, zapowiedział, że Libertas wystawi kandydatów w całej Unii Europejskiej na wspólnej bazie platformy pro-europejskiej, żeby odbudować demokrację, odpowiedzialność i przejrzystość.

Dla leadera irlandzkiego „nie” Europejczycy są dziś na skrzyżowaniu dróg.

- Jeśli ludzie chcą silnej i zdrowej Europy, demokratycznej i odpowiedzialnej przed nimi, będą mogli głosować na kandydatów Libartas. - Jeśli nie chcą, by Europie się udało lub są zadowoleni z obecnych antydemokratycznych praktyk – niech głosują na obecne partie. - A dla tych, którzy nie mieli szansy głosować nad traktatem lizbońskim, będzie to ich referendum.

- Irlandzki rząd i wszechmocna elita z Brukseli pokazują swoją całkowitą pogardę wobec demokratycznej decyzji Irlandczyków odrzucającej traktat lizbońskich. Nie będzie żadnej zmiany w tak zwanej „nowej wersji”. Prawne deklaracje będą najwidoczniej dorzucone, by oszukać wyborców. Spróbowali z Francuzami, spróbowali z Holendrami i teraz próbują z Irlandczykami. Jest czas by zakończyć to zastraszanie.

Szczegółowa publikacja polityczna pojawi się za kilka miesięcy wraz z nazwiskami kandydatów. Declan Ganley zadeklarował, że blisko mu do Philippea de Villiers – obecnego europarlamentarzysty z Ruchu na Rzecz Francji i leadera francuskiego „nie” w referendum z 2005 roku, który wystartuje do wyborów właśnie z listy Libertas.

Na temat polemiki wywołanej przez Cohn-Bendita dotyczącej finansowania Libertas, Ganley skontratakował przypominając, że dochodzenie w sprawie finansowania kampanii za „tak” dowiodło, że – pochodziło ono w dużej części od europejskiego podatnika. Powtórzył, że środki zebrane na kampanię referendalną za „nie” pochodziły od irlandzkich donatorów wg reguł prawa irlandzkiego dotyczącego finansowania kampanii wyborczych.

- Declan Ganley powiedział, że założył bazy polityczne w co najmniej siedmiu państwach Unii Europejskiej, co pozwala Libertas deklarować się jako partia europejska i domagać się finansowania! - podaje Anita Kelly odpowiedzialna za komunikację Libertas.

Francuski tygodnik Minut zastanawia się, kto mógłby zostać partnerem Libertas. - We Francji wiadomo, że jest to Ruch na Rzecz Francji, ale nieznani są pozostali partnerzy. Czy Czechy pod przewodnictwem Vaclava Klausa dołączą do tego ruchu?

- W Polsce reprezentant lokalny Libertas pracuje nad konstrukcją listy wśród różnych osobowości polskiej prawicy rozbitej na niekończące się frakcje – podaje francuski tygodnik. Ale nie wiadomo kto to.

W naszym kraju Declan Ganley będzie szukał aliansów w Prawie i Sprawiedliwości, ale ignoruje istnienie takich partii jak np. Liga Polskich Rodzin do czego się przyznał w rozmowie z Dziennikiem z 11 grudnia br.

W Danii Jens-Peter Bonde, któy stoi na czele Ruchu Czerwcowego – partii powstałej po referendum w sprawie traktatu z Maastricht, by bronić duńskich interesów – i członek europejskiej grupy Niezależność i Demokracja, do której należy także Ruch na Rzecz Francji – nie życzy sobie łączyć się z Libertas, podobnie jak Partia niezależności brytyjskiej należąca również do Niezależności i Demokracji. Uważają Libertas za konkurencję.

 

MaRo/Minute/libertas.eu

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »