Wyobraźmy sobie, iż np. w centralnej Polsce, w 2110 r. pewna para udaje się do kliniki in  vitro. Załóżmy, iż cała „procedura poczęcia” trwa jeden dzień. Dziecko powstaje z połączenia gamet matki i ojca, które pozyskiwane są w ciągu kilku godzin. Przyjmijmy ponadto, że medycyna poznała już w pełni strukturę genetyczną człowieka, dzięki czemu opracowano metody skutecznego eliminowania niebezpieczeństwa powstania wad rozwojowych płodu. Dziecko implantowane jest do macicy matki w ciągu tego samego dnia. Uprzedzająca zaś powyższe stymulacja hormonalna kobiety nie wiąże się z jakimikolwiek niedogodnościami. Przyjmijmy na koniec, że po dziewięciu miesiącach standardowo przeżywanej ciąży rodzi się dziecko, całkowicie zdrowe.

Dla wielu obecnych przeciwników analizowanej metody opisany stan idealny powodować będzie zanik argumentów przeciwstawiających się sztucznemu zapłodnieniu. Brak konieczności kriokonserwacji, brak niepożądanych efektów, doskonałe poznanie metody oraz umiejętność niwelowania niebezpieczeństw, a nade wszystko brak istnienia konsekwencji w postaci śmierci nadliczbowych zarodków powodować może, iż dla wielu In vitro stanie się metodą pozytywną. Stan ten utrzymany w obecnej filozofii działania, nawet przy tak dalece posuniętej sprawności technik medycznych nie zmieni jednak faktu, iż In vitro w dalszym ciągu nie będzie metodą leczenia niepłodności. Zapłodnienie pozaustrojowe, nawet w tak doskonale przedstawionym obrazie dalej będzie procedurą omijającą problem. Za sto lat, para udająca się do doskonale wyposażonej kliniki, być może opuści ją z bezpiecznie przebywającym w macicy malcem, ale w dalszym ciągu nie będzie posiadać fizjologicznej możliwości poczęcia potomka. W dalszym ciągu dziecko pojawiać się będzie nie jako efekt intymnego zbliżenia dwóch osób, ale jako wynik precyzyjnie podejmowanych działań technicznych. Czy jest w tym coś złego?

Cóż, prawdą jest, iż nie każde dziecko jest poczęte z miłości dwóch osób. Nie chodzi tu tylko o takie czyny, jak gwałt, ale biorąc pod uwagę obecnie szalejącą popkulturę należy zgodzić się, że sformułowania takie, jak wierność, czystość, czy tez akt miłosny uznać należy za słowa wywołujące uśmiech politowania. Zjawisko to jest nie tyle niepokojące, ile raczej tragiczne dla naszej przyszłości. Jeden z najistotniejszych elementów ludzkiego istnienia, jakim jest zdolność do bycia blisko z drugą osobą zostaje powoli sprowadzony do języka realizacji pragnień. Pojawienie się metody In vitro w opisanej powyżej wersji doskonałej może utwierdzić powyższą tendencję. Z pewnością w wielu wypadkach decyzja o poddaniu się wspomnianej metodzie podyktowana jest pragnieniem mnożenia miłości. In vitro jednak, nawet w wersji doskonałej zawsze będzie odróżniać od np. transplantacji fakt, iż jedna strona działań nieuchronnie traktowana jest w sposób przedmiotowy.  Być może technika In vitro w sposób niezwykle istotny zniweluje możliwość traktowania powstającego życia jako „unikalnej rzeczy”. Same jednak założenia tej metody zakładają podjęcie wyrafinowanych medycznie działań w celu realizacji woli przyszłych rodziców, działań technicznych, których zarodek jest efektem, a w zasadzie wytworem..

Problem „doskonałego In vitro” kieruje nas na końcu w stronę tematu tajemnicy. Celem, zwłaszcza nauk przyrodniczych jest poznawanie sekretów natury. W wypadku technik prowadzących do poczęcia nowej osoby tajemnica ta posiada trudny do przecenienia charakter. To ona powoduje, iż człowiek zachowuje pokorę przed zjawiskiem niepoznanym, to ona nadaje związkowi kobiety i mężczyzny charakter, niepoznanego misterium, to także ona powinna uświadamiać naukowca, iż nie jest bogiem. W In vitro zarówno kobieca i męska tajemnica zostaje odsłonięta, a działania kolejnych klinik raczej nie zmierzają do jej powtórnego schowania.

Być może In vitro z czasem przez wielu zostanie zaakceptowane z racji na brak wyraźnych przeciwwskazań oraz objawów ubocznych. Czy jednak człowiek potrafi dostrzec wszelkie negatywne konsekwencje? Czy każdą prawdę potrafi odkryć oraz nazwać? Odpowiadając na powyższe pytania warto uświadomić sobie, że w pięknej przygodzie poznawania, jak to mówił Karol Wojtyła „:istoty rzeczy”, człowiek zatracając pokorę doskonale udowadniał jedynie swoją niedoskonałość.

Błażej J. Kmieciak

(za biotechnologia.pl)