Na problemy z radiolatarnią zwracają uwagę dziennikarze "Rzeczpospolitej". Podając tę informację powołują się na dwa źródła, eksperta pracującego dla rządu i osobę w Dowództwie Sił Powietrznych. A radiolatarnia to kluczowy przyrząd, który pomaga posadzić pilotowi samolot na ziemi.

Co jeszcze wskazuje na awarię radiolatarni? Kwadrans po samolocie z polskimi dziennikarzami próbował lądować rosyjski ił-76. Maszyna zbaczała w lewo nie mogąc trafić na pas. A to właśnie radiolatarnia ma chronić pilotów przed nietrafieniem w pas. Wiadomo, że już po katastrofie Rosjanie sprawdzali lotnisko. Odbyło się to jednak bez udziału strony polskiej. Nie mamy również protokołu tych czynności.

Kwestia radiolatarni to tylko jedna z niewiadomych przy wyjaśnianiu okoliczności narodowej tragedii. W raporcie Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) pojawia się informacja, że załoga tupolewa wyleciała z Warszawy bez danych nawigacyjnych lotniska w Smoleńsku. Tymczasem p.o. dowódcy Sił Powietrznych płk. Ryszard Raczyński ujawnił, że Polacy prosili o te dane. - Nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi na prośbę wystosowaną 18 marca – powiedział "Rzeczpospolitej" płk. Raczyński.

Mając na uwadze te wątpliwości, pełnomocnicy rodzin ofiar złożyli wniosek, aby prowadząca polskie postępowanie Wojskowa Prokuratura Okręgowa przesłuchała płk. Edmunda Klicha. - W tak ważnym śledztwie nie można tolerować aby ktokolwiek, według własnego uznania, co kilka dni, przekazywał wybiórczo istotne dla śledztwa informacje, bez podzielenia się nimi z polskimi organami ścigania. - tłumaczy pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego mecenas Piotr Pszczółkowski.

- Pora zakończyć ten jednokapturowy sąd na polskimi pilotami – mówił Pszczółkowski "Wiadomościom". Chodzi m.in. o treść rozmów z kabiny pilotów. W piątek akredytowany przy MAK Klich powiedział, że dysponuje takim zapisem i, przed katastrofą w kabinie pilotów zarejestrowano trzeci głos. W poniedziałek w programie "Teraz My" powiedział, że był to Dowódca Sił Powietrznych gen. Andrzej Błasik.

Jeszcze dalej polski ekspert posunął się w rozmowie z "Rzeczpospolitą". Na pytanie "czy obecność w kabinie szefa Sił Powietrznych gen. Błasika pana zdaniem mogła mieć wpływ na zachowanie pilotów?", odpowiedział dziennikarce: - Jak pani pisze tekst na komputerze, a z tyłu ktoś stoi, to się pani nie stresuje?

Rewelacje Edmunda Klicha natychmiast podchwyciły rosyjskie media, które wprost winą obarczyły polskich pilotów. Pojawiła się nawet informacja, że to właśnie gen. Błasik siedział za sterani w momencie rozbicia się maszyny. A przysługą jaką oddał Klich swoimi słowami najlepiej streścił dziennik "Kommiersant", który napisał: "Opinia pana Klicha prawdopodobnie legnie u podstaw oficjalnych wniosków Komitetu".

Jednocześnie gazeta podkreśla, że Klich uczestniczył w badaniu okoliczności katastrofy od pierwszego dnia i miał dostęp do wszystkich materiałów z tym związanych.

mm

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »