Podejrzenia dotyczące "rosyjskiego śladu" w sprawie wycieku e-maili naukowców z Uniwersytetu Wschodniej Anglii są wynikiem śledztwa "Mail on Sunday" (niedzielne wydanie "Daily Mail").

Dziennikarze uważają, że wycieku danych dokonano z pomocą "małego serwera na dalekiej rosyjskiej Syberii" i były w to zamieszane rosyjskie służby bezpieczeństwa. Zdaniem dziennikarzy, jest to o tyle prawdopodobne, że Rosja emituje bardzo duże ilości dwutlenku węgla do atmosfery i jest zainteresowana małymi ograniczeniami lub całkowitym zniesieniem limitów na emisje gazów do atmosfery.

Dziennikarze nie podważają jednak autentyczności ujawnionych materiałów.

Sensacyjne dane wyciekły dzięki włamywaczom, którym udało się wkraść na stronę Hadley Climate Research Unit, największego w Wielkiej Brytanii instytutu zajmującego się badaniami w zakresie klimatologii. Wykradziono ponad 1000 e-maili i 72 dokumenty i ujawniono w mediach. Wynika z nich, że naukowcy z tej instytucji celowo manipulują wynikami badań, by mieć argumenty, że klimat na Ziemi się ociepla z powodu działalności człowieka.

Wyniki ich badań były podstawą dla Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatycznych – jednej z komórek ONZ, która zajmuje się klimatem na świecie. To właśnie Panel w 2007 roku doszedł do wniosku, że za ocieplenie klimatu przede wszystkim odpowiada człowiek.

ONZ zapowiedziała odrębne śledztwo w sprawie wycieku danych i treści samej korespondencji. W cieniu afery, w poniedziałek rozpoczyna się w Kopenhadze szczyt klimatyczny ONZ. Zdaniem komentatorów niewielkie są szanse, że przyniesie jakieś przełomowe porozumienie międzynarodowe.

MiWi/onet.pl

 

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »