- Wskazałem ponad 20 okoliczności i 12 przyczyn katastrofy. Z mojej analizy wynika, że więcej błędów popełniła strona polska, ale nie mogę powiedzieć, w ilu procentach wina leżała po jednej czy drugiej stronie - powiedział Edmund Klich w rozmowie z Wirtualną Polską. Jego uwagi znajdują się w opracowaniu, które akredytowany przy MAK Klich przekazał ministrowi spraw wewnętrznych i administracji, Jerzemu Millerowi.
Szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych skarży się jednocześnie na to, że Międzynarodowy Komitet Lotniczy (MAK) zbyt szybko wydał raport na temat śledztwa. Ma ponadto pretensję, że polska komisja badająca katastrofę, której przewodzi Jerzy Miller, nie kontaktowała się z MAK. - Trudno mi jednak powiedzieć, czym różni się mój materiał od opinii komisji. Nie wiem, na ile moje wnioski są czymś nowym, a na ile powielonym w stosunku do dokumentacji komisji. Zamiast razem, pracowaliśmy oddzielnie. To nieprofesjonalne – twierdzi Klich.
Klich uważa też, że za jego pracę przy badaniu katastrofy spotykają go szykany. - Słyszałem, że po moim ostatnim wystąpieniu w sejmie osoba z otoczenia premiera proponowała na płaszczyźnie rządu, aby mnie izolować – twierdzi pułkownik. Na domiar złego Klich został skreślony z listy wykładowców Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie. - Do tej pory na moich wykładach sala była pełna, studenci lubili moje zajęcia. W tym roku akademickim prowadzi je jednak inny wykładowca – mówi.
Rektor uczelni, dr Jan Rajchel stwierdza, że decyzję o zerwaniu współpracy z Klichem podjął osobiście. - Należy jednak zaznaczyć, że Pan Edmund Klich nigdy nie był wykładowcą WSOSP a zajęcia prowadził na studiach podyplomowych na podstawie „umowy o dzieło”, więc nie może być mowy o skreślaniu kogoś z listy. Nie ukrywam jednak, że jednym z powodów nie przedłużenia z pułkownikiem umowy była jego postawa prezentowana w mediach po katastrofie smoleńskiej - tłumaczy w rozmowie z Wirtualną Polską.
sks
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

