13 kwietnia 2010 roku polscy śledczy mieli przesłuchać szefa meteo na smoleńskim "Korsarzu". Miał im doradzać ppłk. rez. Mirosław Milanowski. Jest to specjalista od lotniczej meteorologii. Śledczym zależało na jego obecności, ponieważ chcieli poruszyć w przesłuchaniu kluczowy na tym etapie postępowania wątek warunków pogodowych panujących w czasie katastrofy samolotu Tu-154M. - Przydzielając Milanowskiego do tej czynności, chcieliśmy wykorzystać jego umiejętności i wyjątkową wiedzę specjalistyczną - relacjonował zastępca prokuratora generalnego gen. Krzysztof Parulski.

Jednak Rosjanie nie chcieli przystać na obecność Milanowskiego podczas przesłuchania. Moskwa postawiła warunek – Milanowski zaprzestanie współpracować ze śledczymi, albo zostaje wykluczony z grona doradców akredytowanego przez Polskę. Szantaż rosyjski spotkał się z bezkrytycznym przyjęciem przez płk. Klicha. Choć nie pełnił wtedy jeszcze żadnej funkcji, poparł żądania Rosji i wnioskował o wykluczenie Milanowskiego.

Zdaniem Klicha status ppłk. Milanowskiego nie pozwalał mu na wzięcie udziału w przesłuchaniu. Miał argumentować, że jeśli weźmie on udział w przesłuchaniu, będzie musiał wrócić do Polski.

Zdaniem „Naszego Dziennika”, który opisuje w poniedziałek wątek zeznań szefa smoleńskiego meteo, uległość Klicha wobec Rosjan spowodowała, że polskim ekspertom odmówiono uczestnictwa w kolejnych czynnościach rosyjskich śledczych - udziału w oblocie środków radiotechnicznych smoleńskiego lotniska, a nawet na obserwację wskaźników na zewnątrz, w postaci tzw. wynosu.

żar/Gazetaprawna.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »