"Słuch jest zawodny. Może niepotrzebnie powiedziałem o tym nazwisku, nie powinienem był tego robić. Było to z mojej strony może nietaktem" - mówi płk Edmund Klich, były polski akredytowany przy komisji MAK.



Na pytanie o skomentowanie fakty, że słowa z kokpitu nie należały do gen. Andrzeja Błasika, Klich odpowiada, że "nie ma to, aż takiego znaczenia by wywrócić wyniki dotychczasowych badań. Na pewno wniosek, że generała w ogóle nie było w kokpicie, jest zdecydowanie za daleko idący. To, że się nie odezwał, to nie oznacza, że go nie było. Mamy tą wiedzę na podstawie tego, gdzie znajdowało się ciało, na podstawie obrażeń i sekcji zwłok. Jeśli oczywiście wierzymy w tej materii raportowi MAK, bo jeśli nie wierzymy, to wtedy możemy wszystko wywrócić. Trzeba dokładnie poznać cały stenogram i zestawić wszystko, co mówił nawigator, drugi pilot."


Na pytanie o powołanie nowej komisji, o co wnioskuje Antoni Macierewicz. Klich odpowiada dosyć tajemniczo: "z ustaleniami zespołu pana Macierewicza nie dyskutuję, bo to nie jest zespół ekspertów, tylko polityków. Miałem nawet propozycje wystąpienia w programie pana Lisa z Antonim Macierewiczem, ale się nie zgodziłem dlatego, że ja jestem ekspertem, nie politykiem, więc różnice między nami są zbyt duże. Myślę jednak, że wcześniej czy później powstanie jakaś komisja, która zajmie się tematem katastrofy. Przecież jest za dużo spraw, które są jeszcze nieujawnione."


   "Słuchałem, ale nie mam słuchu muzycznego" - mówi natomiast płk. Klich o słuchaniu nagrań z oryginałów czarnych skrzynek. "Nigdy bym się nie odważył stwierdzić z całą pewnością, że to powiedziała ta, a nie inna osoba". - Ale jednocześnie twierdził Pan, że słyszał głos generała Błasika - pyta dziennikarka "GPC". "Słuch jest zawodny. Może niepotrzebnie powiedziałem o tym nazwisku, nie powinienem był tego robić. Było to z mojej strony może nietaktem. Teraz wolę ufać instytucji naukowej, która przy wykorzystaniu komputerów czy urządzeń odczyta te nagrania lepiej, czego absolutnie nie podważam. Pamiętajmy, że są to wycinkowe informacje, potrzebna jest całość, by coś opiniować i wyciągać daleko idące wnioski. Zastanawia mnie jednak, czemu wypuszczono takie szczątkowe fragmenty. Można się zapytać, czy było to przypadkowe, czy celowe działanie" - mówi Klich.

 

JW/Niezależna.pl