- Pierwszy kabaret, który założyłem to był „Piosenkariat”, gdzie śpiewał jeszcze Jacek Kaczmarski. Dobre kabarety to był "Salon Niezależnych", "Kabaret pod Egidą" czy "Tey", które za komuny były ostoją humoru. W latach 90. kabaret polityczny prawie zanikł, a w pewnym stopniu przejęli jego rolę publicyści ze swoją celną satyrą. Dziś nie może być tak, że to salon ma wskazywać z kogo się śmiać. Co to za kabaret z dyżurnymi tematami jak mohery, księża i dresiarze? Byłem jurorem na wielu przeglądach kabaretowych i zobaczyłem, że tematy polityczne są jednak omijane przez młode kabarety.
Kabaret Pod Egidą w którym występowałem, zawsze był polityczny. Dziś przypięto mu łatkę, że jest pisowski, dlatego, że śmieje się z władzy, że jest opozycyjny? Do krytyki władzy trzeba dziś odwagi. Chciałbym, aby mimo różnych trudności ze stałym miejscem dla występów, Egida znów zaczęła grać. Śmiech z władzy jest dziś Polakom potrzebny, nie można się go bać - dodaje Klawe.
Not. Jarosław Wróblewski

