Proces 83-letniego członka komunistycznych władz, który od 1981 r. był szefem MSW, trwa przed warszawskim Sądzie Okręgowym. Pion śledczy IPN zarzuca mu, że, w 1985 r. dopuścił się zbrodni komunistycznej, a konkretnie represji w postaci dyskryminacji wyznaniowej. Nawet w świetle prawa PRL dyskryminacja z przyczyn wyznaniowych była przestępstwem.

Według IPN, Kiszczak przekroczył uprawnienia, wydalając ze służby porucznika MO z Koszalina Romualda K.. Powoływał się przy tym na "ważny interes służby", mimo że nie było żadnych zastrzeżeń do pracownika, a rzeczywistą podstawą zwolnienia było wysłanie przez porucznika córki do pierwszej komunii. Kiszczaka obciąża dodatkowo fakt, gdy w 1990 r. na miejsce milicji powstała policja, K. został przywrócony do służby.

- Udział członków rodziny milicjanta w praktykach religijnych był w PRL podstawą zwolnienia go ze służby przez ministra - zeznał były milicjant , świadek w procesie. Kiszczakowi - który nie przyznaje się do winy grozi do 3 lat więzienia. - Szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Antoni Macierewicz zwolnił ze służby kilkuset oficerów i nikt nie ma o to do niego pretensji - tłumaczył się podczas śledztwa.

IPN wyraźnie podkreśla, że to sam minister podpisał rozkaz o zwolnieniu.

We wrześniu 2008 r. przed Sądem Okręgowym w Warszawie zaczął się inny proces Kiszczaka za zwolnienie w 1985 r. ze służby w milicyjnej "drogówce" Tadeusza M. z Tucholi. Wyrzucono go - jak twierdzi oskarżenie - za zawarcie ślubu kościelnego oraz za to, że w rodzinie żony było trzech księży.

 

MM/Kontakt/PAP

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »