Jaka jest prawda? Aro Korol urodził się pod Cieszynem i od kilku lat mieszka w Wielkiej Brytanii. Do tej pory jego filmy nie zdobyły popularności; jedynie były zamieszczane przez Korola na jego stronie internetowej. W międzyczasie nasz bohater próbował swoich sił w filmie, jako pomocnik i statysta.
- Aro Korola poznałem w Paryżu, podczas realizacji jednego z filmów Krzysztofa Zanussiego – mówi Piotr, który był wówczas statystą (mężczyzna nie chce ujawniać swojego nazwiska, które jest znane redakcji). - Kręcił się wokół mnie, zaprosił na obiad. Podczas spotkania zapytał mnie słodkim glosikiem, czy aby nie jestem gejem. Gdy zaprzeczyłem, zupełnie stracił zainteresowanie moją osobą – mówi Piotr. - Później Zanussi ostrzegał mnie przed tą osobą. Mówił, że to niejasna postać – konkluduje.
Trudno uwierzyć, by rodowity Brytyjczyk miał problemy z pisaniem we własnym języku. W trwającym niecałe 5 minut zwiastunie filmu "Hitler's Daughter" dopatrzyliśmy się 8 błędów językowych lub literówek w napisach. Już w 28 sekundzie obrazu Arkadiusz Korol pisze "he greted a black missionary with the following words" - powinno być "he greeted".
Literówki mogą się jednak zdarzyć każdemu. Gorzej z błędami gramatycznymi. Pojawiające się w 48 sekundzie filmu pytanie "where we should search for truth" powinno brzmieć "where should we search for truth". Niecałe 20 sekund później (1:06) mamy kolejny błąd: tłumacząc słowa o. Rydzyka, mówiącego "jakaś telewizja", pisze "some TV station" (powinno być "a TV station"). Nawet gdyby o. Rydzyk powiedział o "jakichś telewizjach", to i tak ta wypowiedź zawierałaby błąd. Błędy pojawiają się z częstotliwością 20 sekund, bowiem dokładnie tyle czasu później pojawia się kolejny: "Their distributed leaflets" (powinno być "they...").
Gdyby Aro Korol był Brytyjczykiem, nie napisałby też w 1:41 minucie, że "jeden z organizatorów pielgrzymki z Lublina zaczął z nimi rozmawiać" znaczy "(...) began to talk with them". Oczywiście nie pisze się "talk with", ale "talk to", lub "speak with". Po angielsku nie można powiedzieć czegokolwiek mówiąc "and what did they to them?". "Dlaczego to mówię" nie znaczy też "why am I saying it", tylko "why am I saying that". Listę błędów zamyka literówka – nie pisze się "countrty", tylko "country".
O ocenę warsztatu filmowego Korola zapytaliśmy dokumentalistę i zdjęciowca (m.in. "Senność", "Rysa", "Pręgi"), Marcina Koszałkę. - Trudno oderwać opinię od swojego własnego punktu widzenia. Z wiarą jestem nieco na bakier i uważam, że imperium Rydzyka robi wiele złego. Ale po obejrzeniu zwiastunu filmu uważam, że to, co zrobił jego reżyser, jest bardzo negatywne. Co prawda jest to tylko zwiastun i trudno na jego podstawie oceniać cały film, ale już poetyka tego zwiastunu nie wróży zbyt dobrze. Reżyser stosuje w nim bowiem najbardziej prymitywne metody manipulacji, jakie można zastosować. Niedobrze, że taki gość przytacza nieprawdziwe porównania. Co by o Radiu Maryja nie mówić to nie można jego działalności porównywać z nazizmem. W dodatku mieszając ludziom w głowach zdjęciami obozów koncentracyjnych. Ludzie na zachodzie Europy często mają pomieszane w głowie w kwestii "polskich obozów koncentracyjnych". Uważam takie podejście za skrajny debilizm, który szkodzi nie tyle Radiu Maryja, co Polsce i jej wizerunkowi na Świecie.
Dobry film dokumentalny operuje subtelnościami, bazuje na niedopowiedzeniach, zadaje pytania. Ten film jest bez sensu, bo zakłada z góry tezę. Gdyby jeszcze dawał widzowi do myślenia – czy na pewno Radio Maryja jest antysemickie, o antysemityzm w Polsce... Ale nie – on wali pięścią między oczy.
Z technicznego punktu widzenia film reprezentuje przeciętny, pół-zawodowy, pół-amatorski poziom. Technika realizacji jest podobna do większości obecnie robionych polskich filmów dokumentalnych. To go akurat nie dyskwalifikuje, ale gdybym miał zadecydować, czy kupić i wyemitować ten film, to zdyskwalifikowałaby go jego skrajny brak obiektywizmu. Bardziej w swej wymowie przypomina faszystowski plakat, czy to, co robił pan Farfał z kolegami w młodości, niż rzetelny dokument.
Jaki jest więc cel tego filmu? Bo na pewno nie pokazanie prawdy o Radiu Maryja. Raczej autor próbuje zwrócić na siebie uwagę i zaistnieć. Gdyby robił film obiektywny, byłby on lepszy, ale na pewno nie tak głośny. A zrobienie filmu, jaki prawdopodobnie zrobił, to świetna reklama dla niego i jego marnej jakości produkcji.
