Serial dokumentalny pokazuje widzom świat "małych Miss", które już w wieku kilku lat muszą prowadzić życie dorosłej modelki i poświęcać swoje zdrowie, aby sprostać wybujałym ambicjom własnych rodziców.

 

"Jak się okazuje, tylko pozornie jest taki piękny i różowy. Kilkuletnie dziewczynki poddawane są licznym zabiegom pielęgnacyjnym, takim jak farbowanie włosów czy nawet... botoks!" - czytamy na portalu Teleshow.pl (nigdy nie przypuszczałem, że będę korzystał z takiego źródła, zwłaszcza na portalu Fronda.pl - przyp. AM).

 

Formuła "Toddlers and Tiaras" jest z pozoru banalna, a sam serial dokumentalny nie odbiega schematem od innych amerykańskich produkcji tego typu. Dopiero, gdy kamera wkracza za kulisy przygotowań do wyścigu o tytuł najpiękniejszej dziewczynki, włosy stają dęba. I tak przeciętny zjadacz hamburgerów, obserwuje, jak rodzice i ich kulkuletnie pociechy biorą udział w tej hucpie. Układanie włosów, robienie paznokci,  przymierzanie wymyślnych strojów, a nawet bolesna regulacja brwi gorącym woskiem. Ten ostatni zabieg kończy się czasem dramatycznie. Jednej z dziewczynek, wraz z woskiem, oderwano kawałek skóry! Dziecko z konkursu piękności trafilo oszpecone do szpitala.

 

Po co te wszystkie mordercze treningi, mordercze diety, zabiegi kosmetyczne i inne eksperymenty na ciałkach, które nie doświadczyły jeszcze ani jednej zmarszczki? Przede wszystki dla prestiżu, wszakże każdy rodzic chciałby pochwalić się przed sąsiadami, znajomymi i kolegami z pracy, że jest matką/ojcem "tej dziewczynki, która wygrała program". A i 1000 dolców piechotą nie chodzi. 

 

Pytanie, gdzie są ci wszyscy obrońcy praw dzieci, którzy zawsze grzmią, gdy dziecko dostanie klapsa? Gdzie są obrońcy praw człowieka? Czyżby dopiero niestrawność, jakiej nabawią się zapatrzeni w "Toddlers and Tiaras" zjadacze hamburgerów i popcornu, była odpowiednim powodem do zaprzestania emisji programu?

 

Aleksander Majewski