O. Ksawery Knotz jedną ze swoich wypowiedzi dla dziennika „Polska The Times” sprawił, że krew zagotowała się w żyłach feministycznych aktywistek na rzecz wyzwolenia kobiet. Co takiego powiedział kapucyn, że posypały się na niego gromy ze strony „jedynych prawdziwych kobiet”? Właściwie, nic nowego, odkrywczego, ot, stara prawda, że kobieta nie powinna skupiać swojej uwagi tylko na dziecku, bo w ten sposób rażąco zaniedba najważniejszą relację w związku – z mężczyzną. Ale od początku.

 

„Polska The Times” zapytała zakonnika o macierzyństwo w kontekście Katarzyny W., matki tragicznie zmarłej małej Madzi z Sosnowca. Zdaniem rozmawiającej z kapucynem dziennikarki, matki w tak młodym wieku nie są jeszcze gotowe na konsekwencje macierzyństwa. Duszpasterz małżeństw przyznaje jej rację: „Bez wątpienia mało która kobieta w tak młodym wieku jest gotowa na życie małżeńskie, a tym samym na życie seksualne. I wiele kobiet zdaje sobie sprawę z tego, że to nie jest czas na podejmowanie zasadniczych decyzji życiowych - podkreśla. I dodaje: - Ale nie łączy tej świadomości z koniecznością czekania ze współżyciem na swojego męża. A pamiętajmy, że ludzka miłość, jeżeli ma dać trwałe szczęście, nie jest taka prosta. Dlatego nie wolno jej sprowadzać do emocji i seksu. Najpierw trzeba budować więź z partnerem aż do decyzji małżeństwa - czyli takiej miłości, która jest zdolna wziąć odpowiedzialność za siebie, za drugą osobę, a następnie za rodzinę”.

 

Do tej pory wypowiedzi o. Knotza nie wzbudziły żadnych wątpliwości, ale kiedy redaktorka gazety zapytała zakonnika o mężów sfrustrowanych tym, że ich żony po urodzeniu dziecka nie mają ochoty na seks rozpętała się prawdziwa burza. - To dla mężczyzny niełatwy czas. Wymagana jest od niego wstrzemięźliwość seksualna. Siła męskości leży w tym, że potrafi on sobie radzić bez współżycia w imię miłości, gdy kobieta ma za sobą nieprzespane noce i musi się uporać z poporodowymi trudnościami – powiedział duchowny. A co, jeżeli się to nie uda? Zdaniem o. Knotza wtedy "męska seksualność może zacząć niszczyć związek". - Kobieta po urodzeniu dziecka potrzebuje czasu, aby rozpocząć życie seksualne. Jednak wstrzemięźliwość też nie może trwać przesadnie długo - zaznaczył. - Przede wszystkim czas poświęcenia się noworodkowi jest niezbędny. Ale im dłużej trwa skupianie uwagi na dziecku, tym większe zagrożenie, że zagubi się najważniejszą relacją w związku. Nie jest nią relacja matka - dziecko, ale więź mężczyzna - kobieta. Zadaniem mężczyzny jest pomóc kobiecie wyjść z nadmiernej koncentracji na dziecku i powrocie do niego. Czas po porodzie to czas, w którym kobieta realizuje niesamowicie ważne zdanie opieki nad dzieckiem, ale warto ją uwrażliwić, że ma żyć przede wszystkim dla męża, a nie dla dziecka. Inaczej mężczyzna w pewnym momencie może się poczuć odtrącony i niekochany – powiedział „Polsce The Times” zakonnik, co spowodowało, że środowiska feministycznie zareagowały furią.

 

Najpierw Knotzowi oberwało się za to, że wypowiada się na tematy, o których nie ma pojęcia. W myśl starej zasady, że skoro sam nie ma żony i nie współżyje, to jak go w ogóle można pytać o takie rzeczy. Pomijając już fakt, że w czasie swojej pracy duszpasterskiej oraz w konfesjonale spotyka się z setkami małżonków, którzy borykają się z różnymi problemami, dzięki czemu jego pogląd na ten temat jest znacznie szerszy niż jednej pary, która co najwyżej może sobie pogadać ze swoimi znajomymi. - Wyszło komiczne, może nawet tragikomiczne zderzenie – skomentowała w rozmowie z Tok FM dr Patrycja Dołowy, wiceprezeska Fundacji MaMa (tej samej, o której pisałam kilka dni temu).

 

Dalej Dołowy burzy się na zakonnika za stwierdzenie, że kobiety nie są w młodym wieku gotowe na zakładanie rodziny, a tym samym na rozpoczynanie współżycia. To jej zdaniem krzywdzący stereotyp, bo niektóre są, a inne nie. Owszem, może zdarzają się wyjątki od reguły, które zwykle co do zasady tę regułę potwierdzają.

 

Ale największą aferę wywołała teza ks. Knotza, że kobieta nie powinna zbyt długo skupiać się na dziecku. - To jest uwłaczające dla obu płci. Kobieta nie dość, że jest wciskana w rolę matki, to jest to jeszcze rola "matki-Polki". Czyli: zajmie się wszystkim, wszystkim się zaopiekuje, a gdy mężczyzna wróci z wojny, to jeszcze nim się musi zająć. Z drugiej strony w tej wypowiedzi pojawia się stereotyp mężczyzny, który jest do czegoś zdolny w pracy, ale kiedy wraca do domu, to może się tylko położyć na kanapie i czytać gazetę – skomentowała dr Dołowy, tym samym dowodząc, że potrzebuje, co jak na panią doktor może wydawać się dość dziwne, lekcji czytania ze zrozumieniem. Bo ostatnią rzeczą, o jaką można posądzić o. Knotza po wypowiedzi dla „Polski” jest to, że wciska kobietę w rolę matki-Polki. Przecież jest wręcz odwrotnie! Zakonnik nie powiedział, że kobiety powinny cały czas doglądać dziecka, troszczyć się o wyłącznie jego potrzeby, zaniedbując tym samym nie tylko relację z mężczyzną, ale także wyciszając swoje własne potrzeby. Kapucyn wyniósł wręcz na piedestał kobietę, jako tę, która tworzy domowe ognisko. Przypomniał o jej potrzebach, które po urodzeniu dziecka wcale nie zanikają – być może potrzebuje ona nieco więcej czasu (i czułości!), by nie tylko wrócić do formy po porodzie, ale także czerpać radość ze współżycia.

 

Pojawienie się malucha z pewnością wywraca życie małżonków do góry nogami, dlatego potrzeba nieco czasu, by poukładać je na nowo w jakiś harmoniczny schemat. I chociaż kruszynka, która przychodzi na świat absorbuje mnóstwo czasu i uwagi rodziców, nie może to się odbywać kosztem relacji mąż-żona, która jest fundamentem związku. Oczywiście, nie twierdzę, że seks jest w tej relacji najważniejszy, ale nie mam wątpliwości co do tego, że jest elementem bardzo ważnym, scalającym i pogłębiającym więź między dwojgiem ludzi. I dlatego, o ile mężczyzna cierpliwie czeka w końcowym etapie ciąży i okresie połogu, o tyle przecież nie może czekać, aż jego kilkuletnie dziecko „przeprowadzi się” z sypialni rodziców do własnego pokoiku, by na nowo podjąć współżycie ze swoją żoną!

 

Jakiś czas temu opinię publiczną oburzyło zamieszczone na okładce Timesa zdjęcie kobiety karmiącej kilkuletniego chłopca. Przez media (także polskie) przetoczyła się fala komentarzy, że przecież trzeba dziecko karmić jak najdłużej (pełna zgoda, ale nie kilkuletniego dzieciaka!) i jeszcze w dodatku dzielić z gromadką potomstwa małżeńskie łoże. I tu pojawia się pytanie – gdzie w tym wszystkim mężczyzna oraz miejsce i czas na dbanie o relację z nim? I o tym właśnie przypomniał o. Knotz, za co został zrugany, jakoby wciskał kobiety na siłę w rolę „matki-Polki”, przy czym w taką rolę właśnie wciskają je te wszystkie postępowe kobiety, które chodzą z kilkuletnim dzieciakiem uczepionym u cycka! Czyż to właśnie nie jest staroświeckie (żeby nie powiedzieć „średniowieczne”) podejście do wychowywania dzieci?

 

- Czułam się zażenowana czytając ten artykuł: jest tam nie tyle mówienie o rolach, co narzucanie ról kobiecych. My, w fundacji, zastanawiamy się, jak one są zróżnicowane i jak od nich odnieść, jak wiele by to pomogło we współczesnym świecie, a tu jest znowu mówienie o tych tradycyjnych rolach. Z jednej strony w sposób upupiający, z drugiej - wciskający w jakieś ramy. I to obie płcie – skonstatowała dr Dołowy.


Mnie się jednak wydaje, że to właśnie feministki takie jak pani Dołowy, próbują wcisnąć kobiety w jakieś dziwne, a co więcej całkowicie sprzeczne role. Bo z jednej strony walczą niby o wyzwolenie kobiet z patriarchalnych więzów, wtłaczają im w głowy, że zakładanie rodzin jest passe i lepiej tworzyć wolne związki, z kobietą, mężczyzną, kimkolwiek, walczą o to, można było legalnie zabić swoje dziecko, jeśli przyjdzie na to ochota, a z drugiej... buntują się, jak zakonnik mówi, by nie skupiały całej swojej uwagi na dziecku, zaniedbując swoją relację (także na płaszczyźnie współżycia!) z mężem.

 

Marta Brzezińska