Zauważmy najpierw, że tego typu pytania zakładają, że do wyboru nowego papieża w ogóle dojdzie. Nie jest to jednak wcale takie pewne. Bo czy mamy stuprocentową pewność, że powtórne przyjście Chrystusa nie zastanie nas w oczekiwaniu na wybór następcy Benedykta XVI? A może to właśnie on jest ostatnim papieżem?


Tego typu postawienie sprawy powinno nas trochę otrzeźwić i nauczyć odpowiedniego dystansu. Jaki właściwie jest sens spekulowania o następnym papieżu? Czy oferuje nam się tu jakiś rodzaj wiedzy? Jeżeli przyjrzymy się bowiem potencjalnym propozycjom podawanym w mediach, to układają się one w pewien schemat. Żeby go uwypuklić, nieco go przejaskrawię. Wygląda on mniej więcej tak: „Najczęściej wymienianą możliwością jest to, że następny papież będzie pochodził z Włoch. Prawdopodobne jest jednak także, pamiętając o Janie Pawle II i Benedykcie XVI, że papież nie-Włoch mógł stać się obowiązującym schematem na następne dziesięciolecia. Pojawiają się także spekulacje, że przyszedł czas na papieża spoza Europy. Tutaj najczęściej wymieniana jest Ameryka Południowa, choć niektórzy są skłonni sądzić, że rozwój Kościoła na kontynencie afrykańskim i wybór papieża z tego kontynentu, mógłby być wyrazem docenienia dynamiki tego Kościoła. Mało prawdopodobny jest wybór papieża z Azji, Ameryki Północnej czy Australii, ale przecież Duch Święty, jak wiemy, lubi zaskakiwać.“ Czy coś pominąłem? Po takiej wypowiedzi mogę się dowiedzieć tylko i wyłącznie tego, że papieżem może być kardynał z jakiejkolwiek cześci świata. Tak też odbieram wszystkie analizy dotyczące ewentualnego następcy Benedykta XVI.


W tym miejscu na osobistą wycieczkę. Kiedy po śmierci Jana Pawła II rozpoczęło się konklawe byłem pewny, nie wiem dlaczego i skąd, że następnym papieżem będzie Joseph Ratzinger. Opowiadałem to wszystkim, mimo, iż część ludzi zdawała się pukać w czoło. Po wyborze Benedykta XVI niektórzy pogratulowali mi trafności sądu. Tę prawdziwą historię nie przytaczam jednak dlatego, żeby pochwalić się jakimś rodzajem Bożego natchnienia. Joseph Ratzinger jest osobą, która z różnych powodów jest mi szczególnie bliska. Jego książki towarzyszą mojej duchowej drodze nieomal od początku. W anonimowy tłumie kardynałów był dla mnie postacią rozpoznawalną, z której poglądami w pełni się utożsamiałem. Jego też postrzegałem jako godnego i najlepszego następcę Jana Pawła II. Joseph Ratzinger przez swoje książki i działania dla wielu Polaków był również, jak sądzę, postacią znaną, co pewnie wynikało także z jego „pozytywnej“ i „negatywnej“ medialności. Po jego wyborze na Stolicę Piotrową wielu komentatorów zaobserwowało płynne przejście między jego pontyfikatem a pontyfikatem Jana Pawła II w świadomości Polaków, co jestem skłonny przypisać temu, że był właśnie postacią rozpoznawalną.


Jak teraz wygląda sytuacja? Zadajmy proste pytanie, czy któryś z obecnie żyjących kardynałów jest w jakiś powodów szerzej w Polsce znany (poza kardynałami polskimi rzecz jasna)? Czy budzi takie emocje jak kiedyś Joseph Ratzinger? Nie potrafię wskazać takiej osoby. Oznacza to, że wybór kolejnego papieża będzie przez większość Polaków, przynajmniej początkowo, odbierany bez specjalnego emocjonalnego odzewu. Ta sytuacja zmieni się zapewne wtedy, gdy na wybór następnego papieża spojrzy się perspektywie wiary. Zostaje bowiem wybrany nie kto inny, jak Namiestnik Chrystusa na ziemi. Każdy katolik więc powinien wierzyć, że wybór kogoś na tak ważną funkcję nie odbywa się bez asystencji Ducha Świętego.


Nie widzę większego sensu w spekulowaniu na temat tego, skąd będzie pochodził następny papież. Jest to ten rodzaj ciekawości, który nie jest dla mnie specjalnie pobożny. Powinno nam wystarczyć to, że mamy się modlić o takiego papieża, który będzie po myśli Jezusa Chrystusa. Skądkolwiek on będzie.


Marian Pułtuski