Marta Brzezińska: Czy w aptece, której jest Pani kierowniczką farmaceuta-katolik ma możliwość odmówienia sprzedaży środków antykoncepcyjnych powołując się na klauzulę sumienia?
Beata Kościak, magister farmacji, kierownik Euro-Apteki w Świdnicy: Oficjalne zalecenia firmy Euro-Apteka nie mówią nic na temat klauzuli sumienia. I do tej pory nie było z powoływaniem się na nią żadnego problemu. Nie słyszałam też o innych podobnych przypadkach. Nie ukrywam swoich poglądów na temat aborcji czy antykoncepcji, jestem za życiem, dlatego nikomu niczego nie zakazuję, ale też nie nakazuję jakiegoś postępowania. Jeżeli jednak ktoś uzna w swoim sumieniu, że nie chce sprzedawać środków antykoncepcyjnych, to ja nie robię z tego problemu.
W sobotę jednak zaistniał pewien problem.
Farmaceutka miała wydać środek antykoncepcyjny, o którym wiemy, że ma też inne działanie poza zapobieganiem ciąży. Kiedy jakiś pracownik mojej apteki nie chce wydawać takich preparatów, to informuje klientkę, że jest to niezgodne z jego sumieniem i prosi o to, by nie musiał tego robić. Osoby, które nie mają z tego tytułu wyrzutów sumienia realizują takie recepty.
Co będzie z pracownicą, która odmówiła w sobotę sprzedaży środków antykoncepcyjnych?
Nie wiem, co będzie teraz. Wiem, że w sprawie zainterweniowało związane z „Gazetą Wyborczą” radio Tok Fm. Jestem akurat na pielgrzymce w Rzymie i mogę powiedzieć tylko tyle, że mam nadzieję, że będę miała czas, by wystarczająco wiele pomodlić się w tej intencji. Mam nadzieję, że nie będzie z tego tytułu żadnych problemów, nie chciałabym, żeby moja pracownica albo ja sama została pozbawiona pracy. Jeszcze raz podkreślam, nie ma oficjalnego stanowiska firmy, które dawałoby jakieś wytyczne do postępowania w takich sytuacjach. Natomiast, osobiście zawsze pozwalam moim pracownikom powoływać się na klauzulę sumienia i zawsze takiej postawy bronię. Nie wiem natomiast co będzie teraz.
Mówi Pani, że sieć Euro-Apteka nie ma oficjalnego stanowiska. Ja to oczywiście rozumiem, ale Piotr Chudy, dyrektor regionalny Euro-Apteki, komentując sobotni incydent powiedział, że farmaceuci zatrudnieni w tych aptekach nie mogą odmówić sprzedaży leku przepisanego na receptę. Zapewnił też, że sprawa zostanie zbadana i wobec pracownika zostaną wyciągnięte konsekwencje, jeśli informacje się potwierdzą. Z tego co Pani mówi wynika, że w tej aptece, którą Pani kieruje jest inaczej.
Dokładnie tak, jak opowiedziałam. Co więcej, wydaje mi się, że gdyby aptekarzem, który nie chciał sprzedać środków antykoncepcyjnych był technik farmacji, a sprawa zaszłaby tak daleko, to pewnie nikt by się z nim nie patyczkował. Ale mówimy o magistrze farmacji, a on jest nieco inaczej traktowany, musi być zatrudniony w aptece. My pracujemy w niewielkim gronie osób, gdzie znamy swoje poglądy na temat różnych spraw. Nikt nam nigdy oficjalnie nie powiedział, że mamy taki obowiązek. Temat zrodził się w wyniku problemu, do jakiego doszło w sobotę.
Jak zazwyczaj postępują Pani pracownicy w takich sytuacjach?
Zawsze staraliśmy się załagadzać takie sprawy. W mojej aptece obowiązywało takie wskazanie, że jeśli dany farmaceuta odmawia sprzedania środków antykoncepcyjnych to ma obowiązek poprosić do klientki koleżankę, która zrealizuje jej receptę. Akurat klientka, która w sobotę przyszła do apteki była dość agresywna. Nie zrozumiała stanowiska mojej pracowniczki, więc jakby zaatakowała ją, domagała się zrealizowania jej żądania. Ona tak naprawdę otrzymała preparat, o który jej chodziło. Od razu została też poinformowana, że swoją receptę może zrealizować w innej aptece albo u innej osoby.
Rozmawiała Marta Brzezińska

