Janusz Palikot stawał już na głowie i robił co mógł, aby obrzydzić Polakom Kościół. Niezliczone są jego kłamliwe, ostro atakujące duchownych wypowiedzi w mediach. Długo można by także wyliczać jego „happeningi” wymierzone w katolików, jak na przykład wieszanie aktu apostazji na drzwiach kościoła czy demonstracje na Krakowskim Przedmieściu. „Bimbrownik z Biłgoraja” wystąpił także na okładce jednego z tygodników jako ukrzyżowany Mesjasz. „Mam nadzieję, że reakcja na okładkę jutrzejszego Newsweeka nie będzie taka, jaką sobie wymarzył Palikot. Reklamę zrobią mu wszystkie mainstreamowe media, które tym samym popchną do urn ćwierćinteligentów i nieuków, którzy „dla jaj” zagłosują na tego fajnego kolesia, który „katechetom i klechom dowala”. Ja bym o tej żenującej prowokacji nie pisał w ogóle. Jednak muszę zaapelować byśmy nie dali się nabrać na akcje byłego polityka PO. Nie rozdzierajmy szat, nie piszmy o tym zbyt wiele, nie pozywajmy go do sądu za obrazę uczuć religijnych, nie piszmy otwartych listów potępiających etc. Walczmy z Palikotem (popieram postulat Terlikowskiego by powołać do życia „Katolicką Ligię Przeciwko Zniesławieniu”) po wyborach, gdy nasze działania nie zostaną obrócone przeciwko nam przy urnie. Nie dajmy satysfakcji temu cwanemu prowokatorowi” – pisał wtedy na Fronda.pl Łukasz Adamski.
Oczywiście racją jest, że gros działań Palikota to czysty populizm – forsowanie nadętych postulatów, na fali których jego partii udało się wjechać do Sejmu. I racją jest, że te puste hasełka (bo w gruncie rzeczy palikociarni, dzięki Bogu, nie udało się jeszcze zbyt wiele zdziałać), jak i wszelkie prowokacje mają jedynie nadać rozgłosu tej bandzie. Dlaczego by więc traktować ją poważnie? Po co pozywać za obrazę uczuć religijnych, jeśli tym typkom dokładnie o to chodzi? Przy okazji wylansowaliby się na męczenników katolickiej Polski, którą z tych kościelnych pęt chcą przecież wyzwolić.
Ale tym razem palikociarnia przegięła. I tym razem nie powinno to jej ujść na sucho. W piątek Ruch Palikota na swojej oficjalnej stronie internetowej zamieścił klip pt. „Spowiedź POPISu”. Akcja dzieje się w kościele. Do konfesjonału wchodzi kapłan, rozsiada się wygodnie, wyciąga bitą śmietanę w sprayu i, wydając ekstatyczne dźwięki, z wyraźną rozkoszą, rozsmarowuje ją sobie na kolanach. Do konfesjonału podchodzą przepychający się Donald Tusk i Jarosław Kaczyński i przystępują do spowiedzi. I może nawet ktoś uznałby to za tak głupie, że aż śmieszne, gdyby nie fakt, że Palikot najzwyczajniej w świecie szkaluje Kościół. Motyw z liderami PO i PiS prześcigającymi się w rzekomym przysługiwaniu się polskiemu Kościołowi był już wykorzystywany wiele razy (vide: niesłynna okładka tygodnika, który po dwóch czy trzech numerach zniknął z rynku). Ale wątek z bitą śmietaną jest po prostu poniżej pasa (pomijam, że do wątku spowiedzi Kaczyńskiego i Tuska właściwie nic nie wnosi). Owszem, zachowanie salezjanina, z którego większość mediów (z Palikotem na czele) zrobiło pedofila było niesmaczne i nieracjonalne. Do przewidzenia było także, że tamten nieszczęsny przypadek lewicowe media wykorzystają jako świetne oręże przeciw Kościołowi (i za to mam właśnie największy żal do salezjanina, który tak dał się wpuścić w maliny), ale robienie z wszystkich księży ohydnych pedofilów (a taki jest przecież wydźwięk spotu Palikota) to szpetne kłamstwo, które nie ma z prawdą nic wspólnego (tak samo zresztą, jak Donalda Tusk rzekome umizgi do Kościoła; przecież to właśnie za rządów PO atakowany jest Fundusz Kościelny, religia wyprowadzana cichaczem ze szkół a Telewizja Trwam kneblowana). Ale temu szkalowaniu Kościoła przez Palikota trzeba powiedzieć po prostu stop. Ja rozumiem, że Kościoła można nie lubić. Że można być osobą niewierzącą. Ale nie rozumiem dlaczego z tego faktu ktoś miałby uzurpować sobie prawo do prześladowania Kościoła. Skoro, jak wielokrotnie podkreśla zresztą sam Palikot, żyjemy w demokratycznym państwie, to dlaczego tego prawa do życia w spokoju chce się pozbawić katolików? Z niecierpliwością czekam na pozew sądowy Episkopatu.
Marta Brzezińska
