- W imieniu grup kibicowskich Legii Warszawa chcielibyśmy jasno podkreślić, że w pełni zgadzamy się z Panem, że w ten dzień i w takim miejscu nie powinno dochodzić do jakiegokolwiek zakłócania uroczystości upamiętniających jedną z najważniejszych rocznic w historii naszego miasta. I ma Pan rację, że takie zachowanie nie mieści się w kanonie nie tylko mieszkańca stolicy, ale i ogólnie, Polaka (...) - deklarują jasno w liście kibice stołecznego klubu.


Kibice zaakcentowali również swoją apolityczność: - Mimo starań przedstawicieli z obu stron sceny politycznej oraz mediów próbujących przypisać nam określoną rolę na arenie sporów światopoglądowych, pragniemy oświadczyć, że kibice Legii odcinają się w sposób jednoznaczny od polityki. Rzeczywiście, w ubiegłym roku miały miejsce demonstracje kibiców w całym kraju, w tym nasze, ale ich powodem były represje i ustawy wymierzone w ruch kibicowski w Polsce, które jednak w żaden sposób nie dotyczą sierpniowego święta Warszawy. Zatem w kwestii polityczności w czasie obchodów powstańczych walk jesteśmy zgodni, choć z głosów dochodzących do nas od kombatantów wypływa też postulat, aby politycy ograniczyli swoje autopromocyjne wystąpienia w czasie uroczystości.


Kibice Legii nie wzięli też w liście na siebie odpowiedzialności za tegoroczne złe zachowanie na Kopcu, przekierowując zarzuty w stronę narodowców (powołali się m.in na List otwarty do gen. Ścibor-Rylskiego wystosowanego przez szefa Młodzieży Wszechpolskiej): - Tym bardziej jesteśmy więc zaskoczeni kierowaniem akurat do nas Pańskiego listu, skoro przedstawiciele radykalnej opozycji sami opublikowali listy otwarte i oświadczenia wyjaśniające motywy ich zachowań nie tylko na Kopcu, ale w kilku innych miejscach w czasie rocznicowych uroczystości. Gwoli prawdy, mamy świadomość, że na rzeczonym Kopcu również grupki kibiców podjęły skandowane hasła, ale też w tłumie ponad dwóch tysięcy ludzi, na tak małej powierzchni jak szczyt Kopca, trudno o całkowite zapanowanie nad jego zachowaniem.


Kibice napisali też o represjach jakich doświadczyli podczas tegorocznych powstańczych obchodów: - W myśl powiedzenia, że nie ma dymu bez ognia, warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że wspomniana przez Pana rodzinna atmosfera obchodów niestety, nie była dana naszym kibicom. 31 lipca kilkunastu naszych kolegów w drodze na uroczystości na Placu Krasińskich zostało spisanych, a podstawą do tych praktyk było ich odzienie – koszulki z motywem upamiętniającym Powstanie. Co więcej, kilku z naszych kolegów mających na sobie koszulki ze znakiem Polski Walczącej, zostało zatrzymanych i przewiezionych na komendę, pod absurdalnym i raczej oburzającym zarzutem propagowania symboli zakazanych (sic!!!). (...) Wobec napięć, jakie od dłuższego czasu podsycają politycy i media jesteśmy bezradni. To nie my kreujemy tę rzeczywistość. To nie my jesteśmy sprawcami brutalizacji życia politycznego i medialnych manipulacji. W tych okolicznościach robimy wszystko, by uroczystości przebiegały godnie oddając Bohaterom tyle honoru i szacunku, ile tylko jesteśmy w stanie. (…).


Legioniści ostatecznie też, nie poczuli się adresatem listu od Burmistrza: - Reasumując – jesteśmy zgodni, że przedmiotowe zachowania będące przyczynkiem do Pańskiego listu nie powinny mieć miejsca. Jesteśmy też zgodni, że obchody winny być apolityczne, czyli pozbawione pierwiastków związanych z tą dziedziną życia społecznego. W naszym pojęciu nie jesteśmy też właściwym adresatem Pańskiego listu. To nie kibice Legii odpowiadają za zdziczenie obyczajów politycznych i społecznych. Z całym szacunkiem zatem, ale proponowane przez Pana spotkanie uważamy za bezprzedmiotowe, nie możemy bowiem i nie chcemy występować w roli obyczajowego żandarma. Oświadczamy tylko, że w dalszym ciągu z najwyższą starannością będziemy dążyli do godnych i spokojnych obchodów rocznic patriotycznych, w których brać będą udział nasi kibice(...) - napisały Grupy Kibicowskie Legii Warszawa.


List burmistrza Mokotowa do kibiców Legii Warszawa i ich odpowiedź: Zyleta.info

 

JW/zyleta.pl