Jeszcze przed wyborami prezydenckimi Philip Berg chciał skierować sprawę do sądu. Zarówno wtedy, jak i teraz jest pewien, że Obama nie może być prezydentem. Dlaczego? Ma na to przynajmniej trzy argumenty. Po pierwsze, hawajski akt urodzenia Obamy nie spełnia warunków formalnych takiego aktu. Po drugie - nie ma nikogo z obsługi szpitala wymienionego w tym dokumencie, kto pamiętałby narodziny Obamy. Po trzecie - kenijska babka Baracka stwierdziła, że była przy jego narodzinach w Kenii.
Najsilniejszym jednak wydaje się jeszcze inny argument. Nawet gdyby Obama urodził się na Hawajach, to i tak - według amerykańskiego prawa - straciłby obywatelstwo z chwilą, gdy w Indonezji adoptował go ojczym – mówi Berg. Adwokat twierdzi, że posiada dokumenty świadczące o tym, że Obama uczęszczał do szkoły pod nazwiskiem ojczyma.
A co z ostatnio odnalezionym aktem urodzenia z Mombasy? Berg uważa, że jest on fałszywy i nie warto się nim zajmować. Sugeruje, że przygotowali go ludzie prezydenta i teraz "robią wariatów" z tych, którzy domagają się prawdziwych dokumentów. A petycję z żądaniem przedstawienia dowodów narodzin Obamy w USA podpisało już ponad 440 tysięcy Amerykanów.
Do tej pory jedyny dowód swoich narodzin w USA, który Obama podał do publicznego wglądu w formie zamieszczonego na stronie internetowej zdjęcia, to akt, który otrzymują wszyscy obywatele USA, niezależnie czy urodzeni na terenie kraju, czy poza jego granicami. A spór dotyczy właśnie tego, czy poród miał miejsce na terytorium Stanów Zjednoczonych. Ostatnio odnaleziono też akt urodzenia ze szpitala w stolicy Kenii, Mombasie.
AJ/Rzeczpospolita
Zobacz także:
Żołnierz do Obamy: Pokaż akt urodzenia, albo nie jadę do Iraku
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »




