To odkrycie potwierdziły badania DNA. Kobieta i mężczyzna (oboje mają 20-lat) z Leinster w Wielkiej Brytanii zapowiedzieli jednak, że... pozostaną razem i będą mieli więcej dzieci. Zdecydowali się nagłośnić sprawę, żeby pomóc innym, którzy mogą być w podobnej sytuacji.
Para nie chce ujawniać tożsamości z obawy, jaki rujnujący wpływ miałoby to wywrzeć na ich młodym synu. Zdaniem kobiety synek byłby stygmatyzowany przez społeczeństwo i stałby się przedmiotem kpin rówieśników. Chce również chronić siebie, bo według litery prawa taki związek jest niedozwolony. Dlatego imiona bohaterów tej historii, opisanej przez prasę brytyjską i irlandzką, zostały zmienione.
James i Maura poznali się kilka lat temu w klubie nocnym. Choć żyli w odległości 160 km od siebie, wybrali się z przyjaciółmi na imprezę do miasta, z którego żadne z nich nie pochodzi. Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia, a wzajemne uczucie było tak silne, że tydzień później oboje czuli, jakby znali się całe życie. - Dobrze nam było ze sobą. Mamy podobne zainteresowania i antypatie. We wszystkim się zgadzaliśmy. Wcześniej byłem w innych związkach, ale wiedziałem, że tym razem było inaczej – relacjonuje James.
- Gdy okazało się, że jesteśmy przyrodnim rodzeństwem, byliśmy załamani. Gdy dostałem telefon z testami DNA, poczułem się tak, jakby ktoś znajomy umarł lub jakbym miał wypadek samochodowy. To ssanie w żołądku. Gdybyśmy nie mieli dziecka, dalibyśmy sobie spokój. Zanim dowiedziałem się, że moja dziewczyna jest moją przyrodnią siostrą, planowaliśmy wziąć ślub i mieć więcej dzieci. I weźmiemy ślub i będziemy mieć więcej dzieci – deklaruje James.
Dwa lata po spotkaniu Maura zaszła w ciążę. Wtedy zamieszkali razem. W tym samym roku urodził się ich syn Mark.
Równocześnie napięta relacja Jamesa matką, Carmel, osiągnęła punkt krytyczny. James od lat nie widywał Vincenta, mężczyzny, którego kazano mu nazywać ojcem. Vincent zostawił rodzinę, gdy James miał ok. 10-11 lat. Chłopiec nie miał z nim dobrego kontaktu i przyjął to z ulgą, jednak od tego momentu jeszcze bardziej oddalił się od matki.
- Zawsze udzielałem wymijających odpowiedzi o moich rodzicach i gdy Maura chciała poznać moich rodziców, odkładałem to wiedząc, że do takiego spotkania nigdy nie dojdzie – tłumaczy James. – Bałem się o chrzest, bo myślałem, że ksiądz może spytać o moją matkę i sądziłem, że ludzie podczas chrztu będą zadawali pytania o moich rodziców – mówi.
- Gdy moja mama nie przyszła na ceremonię, myślałem, że to zamyka sprawę. Nie układa nam się i spotkałem ją dopiero w przededniu Wigilii. Wiedziałem, że w Święta będzie sama i pomyślałem, że po prostu wpadnę i ją odwiedzę.
Maura, która pochodziła ze szczęśliwej rodziny, zachęcała Jamesa, żeby pogodził się z matką. Ku ich nieszczęściu, spotkanie, do którego doszło z pięknych pobudek, odkryło tajemnicę z przeszłości. – Zacząłem opowiadać [mamie'/> o mojej dziewczynie i naszym dziecku. Spytała, kim są rodzice mojej dziewczyny i jak się nazywają. Spytała mnie o nazwisko ojca mojej dziewczyny, skąd pochodził i czym się zajmował – opowiada James. – Moja mama wpadła w histerię. Zasłoniła twarz dłońmi i powiedziała: „Nie mówisz tego poważnie”. Pomyślałem: „Straciła rozum” - relacjonuje.
- Poszła na górę, zamknęła drzwi i nie chciała wyjść. Ja zostałem w kuchni. Było po prostu dziwnie, potem poszedłem na górę i spytałem, czy się dobrze czuje. Odparła, żebym nie zbliżał się do Maury, ale nie chciała wyjść z pokoju, więc po chwili poszedłem sobie – mówi. – Wyłączyłem telefon na kilka dni, a kiedy włączyłem go znowu po Bożym Narodzeniu, pomyślałem, że mogła mi przysłać smsa. Nie przysłała. Trzy czy cztery dni po Świętach mama zadzwoniła do mnie i powiedziała, że ojciec Maury jest moim ojcem. Pomyślałem, że naprawdę straciła rozum i powiedziałem tak Maurze. Myślałem, że może mówi takie rzeczy, bo czuje się samotna i w ten sposób chce, żebym z nią zamieszkał - kontynuuje.
- W sercu jednak wiedziałem, że to prawda. Gdy dorastałem, zawsze wiedziałem, że coś przede mną ukrywano. Mężczyzna, którego uważałem za ojca, a teraz wiem, że jest moim ojczymem, zawsze traktował swoich bratanków lepiej niż mnie. Nie stosował wobec mnie przemocy fizycznej, to leżało raczej w psychice. Pamiętam, jak coś zbroiłem, nie pamiętam dokładnie co. Było Boże Narodzenie, a ja nie dostałem prezentu. Nie mogłem rozpłakać się na jego oczach. Nie dlatego, że to by mu się nie spodobało tylko dlatego, że dostałbym paskiem. Gdy byłem w domu, nie wiedziałem, o której wraca z pracy, ale potrafiłem to wyczuć – mówi.
Po Bożym Narodzeniu z pomocą testów DNA i łagodnego przesłuchania James i Maura odkryli prawdę. Carmel spotkała Toma na zabawie w latach 80. Miała 19 lat. Spotykali się przez następne 4-5 tygodni, ale romans nie wypalił i się rozeszli. Współżyli jednak ze sobą, w wyniku czego Carmel zaszła w ciążę i urodziła Jamesa. Nie przyznała się jednak Tomowi, że spodziewa się dziecka i w momencie narodzin była już w związku z Vincentem, i to on został ojcem dziecka w akcie urodzenia.
4 lata później Tom odkrył, że Carmel urodziła dziecko. Usiłował ustalić, czy to on był ojcem chłopca, próbował nawiązać z nią kontakt, ale wiele szczegółów następnych wydarzeń pozostaje mglistych. Wiadomo jednak, że choć Tom zdążył już ożenić się i doczekać się córki, był na tyle zdeterminowany, by stać się częścią życia swojego syna, że zdecydował się na batalię sądową o prawa widzenia dziecka. Pod koniec lat 80. nie było wiele takich spraw.
Gdy sprawa toczyła się w sądzie rodzinnym przy zamkniętych drzwiach, Carmel przyznała, że Tom faktycznie był ojcem Jamesa. Sąd jednak uznał, że nie należy mówić Jamesowi, kto jest jego prawdziwym ojcem, ani przyznawać mu do niego dostępu.
Choć James miał wówczas 5 lat, przypomina sobie pewne wspomnienia z tamtego czasu. – Nie wiedziałem, co się dzieje, ale pamiętam, że działo się coś dziwnego. Byłem z Vincentem i matką u psychologa dziecięcego, potem tylko z matką, na koniec sam na sam. Psycholog poprosił mnie o wskazanie mojego taty, którym był Vincent, i powiedział w sądzie, że byłoby dla mnie zbyt przykre, gdybym poznał mojego prawdziwego ojca. Psycholog nie wezwał mojego ojca, a sędzia podziwiał Vincenta za trwanie przy mojej matce. Patrzę teraz na ojca Maury, który jest moim ojcem, i widzę człowieka złamanego. Podupadł na zdrowiu i widzę, czym było dla niego to, co zdarzyło się przed laty – mówi James.
- Zawsze dobrze rozumieliśmy się z Tomem, dopóki się tego nie dowiedzieliśmy. Zazdrościłem Maurze spotkań z rodziną i ojca, który do niej dzwoni i pyta, jak się ma i co robi. Nigdy nie miałem takiego ojca. Tom wie, że nie powinniśmy być razem, więc nie spotykamy się z nim we dwoje. Matka Maury dobrze to przyjęła. Brat Maury, który jest moim przyrodnim bratem, nie wie o tym i nigdy się nie dowie. Postanowiliśmy zachować to między nami – mówi James.
- Ludzie, którzy to czytają, myślą, że nasza sytuacja jest jedyna w swoim rodzaju i szanse na nią są takie, jak na wygraną na loterii – jednak co tydzień ktoś wygrywa na loterii. Są ludzie w podobnej sytuacji i sądzę, że gdyby matki były zmuszone do umieszczania nazwiska ojca w akcie urodzin, coś takiego by się nie zdarzało - twierdzi.
James skontaktował się z Generalnym Rejestrem Urodzeń, żeby sprostować swój akt urodzenia. Rozważa też wytoczenie sprawy cywilnej. – Chciałbym spotkać sędziego i psychologa i spytać ich, dlaczego uznali taką decyzję za właściwą. Nie zrobiliby tego własnym rodzinom – mówi. – Nie jestem ślepy i nieświadomy tego, co inni mogą pomyśleć. Nie jesteśmy z marginesu i gdyby ktoś mi powiedział, że jest w takim związku, powiedziałbym, że to czubek - wyznaje.
Tę niepokojącą sprawę ujawnił jako pierwszy felietonista John Waters, walczący o większe prawa ojców w sądzie. – To zbrodnia popełniana przez państwo (...). Jest ona popełniana każdego dnia, w sądach w całym kraju, przez adwokatów, sędziów, pracowników socjalnych, tak zwanych ekspertów. To zbrodnia pogardy dla człowieczeństwa ludzi pewnych kategorii – napisał.
MJ/DailyMail.co.uk
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

