W listopadowym numerze Malemen ukazał się reportaż o Kaziku Staszewskim, prezentujemy jego fragment:
"– Ja najpierw byłem chłopcem, potem od razu ojcem – mówi Kazik. – W odróżnieniu od wielu kolegów miałem miejsce, do którego nie tylko musiałem, ale chciałem wracać. To mnie uchroniło od popadnięcia w degrengoladę, o co w naszym zawodzie nie tak trudno. Znam prawników czy lekarzy, którym też się zdarza wykoleić, ale jak powiedział Ozzy Osbourne, muzyk to jedyna profesja, w której wychodzisz na scenę pijany, a wszyscy się z tego cieszą. Okazji jest mnóstwo.
Praktycznie każdy organizator koncertu bierze za punkt honoru, żeby się napić z zaproszonym artystą, co więcej, jest przekonany, że artysta marzy o tym samym. Tak więc, zwłaszcza z wiekiem, trzeba uważać na każdy swój krok. A ja miałem szczęście, że przez to, co się w moim młodym życiu wydarzyło, na jakieś szczególne bezeceństwa nie mogłem sobie pozwolić. Bo musiałem wracać do obowiązków, co jest dużo poważniejsze niż bycie na scenie.
Gdy się dowiedziałem, że Ania jest w ciąży, miałem jedną bezsenną noc, kiedy była gonitwa myśli pod tytułem, że oto skończyła się młodość. Aborcja nie wchodziła w grę, bo ja uważam, że to jest bardzo złe i nie wolno tego robić. A potem zaczęło się życie. Gdy człowiek ma 21 lat, to przesadnie nie analizuje, po prostu wjeżdża się w tygiel obowiązków i się jedzie. Działa się intuicyjnie, emocjonalnie. Zadzwonił do mamy, żeby przyjechała do Torunia, gdzie miał praktyki studenckie i gdzie chciał oficjalnie rodziców Ani poprosić o rękę. – Mam szczęście, bo to jest dokładnie ta jedna jedyna osoba. Jesteśmy już razem prawie 30 lat – mówi.
Dzięki zapobiegliwości mamy zamieszkali we własnej 24-metrowej kawalerce, zawsze mogli liczyć na jej pomoc. – Była komuna, która mimo wielu swoich wad miała i zalety, takie mianowicie, że był to czas, kiedy pieniądz nie był tak bezwzględnym wyznacznikiem wartości człowieka. Łączyłem bycie ojcem Kazimierza i Jana, studia i prace dorywcze, jakoś dawało się przeżyć do pierwszego. Dziś mówi: Moi najbliżsi są dla mnie najważniejsi. To dla nich się żyje, oni monitorują mój pobyt na ziemi... To dzięki nim jestem, kim jestem i robię to, co robię." - mowi Kazik.
Cały artykuł: Kazimierz wielki
Kazik nie od dziś różni się od rodzimych celebrytów. Ma swoją życiową zdroworozsądkową mądrość i idzie w poprzek sezonowym modom. Tak normalny, że może wydawać się innym dziwny w tradycyjnym pojmowaniu rodziny. Czy na tym traci? Wręcz przeciwnie: ciągle na topie, twórczy i prawdziwy. Dzięki jego konsekwencji utwór "Do Ani" jest ciągle aktualny, gdzie wyznanie miłości do swojej żony po wielu latach nabiera jeszcze mocniejszego wyrazu. Ciągle słucham tego z dreszczem. Dziękuję.
Jarosław Wróblewski/MaleMEN.pl/facet.onet.pl
