- Nikt się nie zastanawia nad tym, jakie skutki miałby zakaz aborcji ze względu na uszkodzenie płodu. W Polsce brakuje instytucji i systemowych rozwiązań, dzięki którym kobiety rodzące upośledzone dzieci nie musiałyby się zadręczać, np. skąd wziąć pieniądze na lekarstwa czy rehabilitację. Dziś muszą liczyć się z tym, że życie ich dziecka będzie wegetacją – podkreśla Wiśniewska,. I nawet nie dostrzega, że jej myślenie ma także drugą stronę, która prowadzi do stwierdzenia, że zabijanie może być metodą na walkę ze słabą jakością życia, z wegetacją. Istotą tego myślenia jest uznania, że silniejsi mogą uznać, że czyjeś życie jest wegetacją, a potem odebrać mu prawo do życia.
- Dla zwolenników pełnego zakazu aborcji to niuanse. Obrońcy życia - jak się ich ładnie nazywa - próbują zmusić kobiety do heroizmu, bo ich akurat nic to nie kosztuje – dodaje Wiśniewska. I znowu nie dostrzega, że w ten sam sposób da się uzasadnić zabijanie chorych teściowych czy mężów. Jeśli są chorzy, to żony lub zięciowie powinni móc ich zabić, bo nie można od nich wymagać heroizmu. A każdy, kto tego nie dostrzega zostanie uznany za histeryka, który krzyczy o barbarzyństwie. Nie wątpię zresztą, że „katoliczka Katarzyna Wiśniewska” i takie zabójstwo, by usprawiedliwiła, w imię „dostrzegania niuansów”.

