O „Raporcie o stanie wiary w Polsce” napisała już „Rzeczpospolita”, „Dziennik Polski”, „Przewodnik Katolicki” i „Gość Niedzielny”, mówiło o nim Radio Tok FM, a informacje o jego opublikowaniu pojawiły się na niemal wszystkich portalach internetowych. I – nawet TOK FM – pisało o książce pozytywnie. Dla Ewy Czaczkowskiej jest ona wydarzeniem, „Dziennik Polski” wychwycił najciekawsze jej fragmenty i uznał ją za zapowiedź debaty o Kościele. Ksiądz Dariusz Madejczyk zaś uznaje książkę za przykład „nowej ewangelizacji”. „Gdyby mnie ktoś zapytał o przykład nowej ewangelizacji, powiedziałbym, że w jakimś sensie może nim być właśnie ta książka. Wiele z tego, co w niej zostało napisane, abp Michalik zapewne powiedział już z ambony. Wszystko to pozostało w sercach tych, którzy są w kościele co niedzielę. Jeśli nowa ewangelizacja jest jednak szukaniem nowych metod dotarcia do człowieka, to przez ten książkowy wywiad przewodniczący KEP wchodzi w dialog z tymi, których w kościele coraz trudniej spotkać lub których po prostu tam w ogóle nie ma. A robi to z entuzjazmem i przekonaniem człowieka, który wie Komu zaufał” - wskazuje duchowny-dziennikarz.

/

Zaskakująco pozytywne są także uwagi ks. Adama Bonieckiego o książce. Duchowny zastanawia się wprawdzie, czy książka będzie mogła być wznowiona za lat dwadzieścia, ale jednocześnie przyznaje, że jest ona wydarzeniem. „Rozmówcy są dociekliwi, nie boją się zadawania trudnych pytań, zaś Arcybiskup jest „rozluźniony”, sypie anegdotami, mówi o priorytetach, prezentuje swoją wizję Kościoła i świata. W ten sposób książka przybliża nam sposób myślenia jeśli nie całego Episkopatu, to jednak większości, skoro wbrew pragnieniom jego samego, ta większość po raz drugi wybrała abp. Michalika na przewodniczącego KEP” - zauważa ks. Boniecki. Ale chwilę potem przystępuje już do ataku na przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski sugerując, że odpowiada on za podziały wśród polskich katolików (odpowiedzialność ta zresztą jak zwykle spoczywa po jednej stronie, bo „TP” zapewne niewinne jest jak polna lilia).

 

Warto te słowa przytoczyć w całości, bo one znakomicie oddają sposób myślenia ludzi „Tygodnika Powszechnego”. „... o naszym piśmie wypowiada sądy zdecydowane i potępiające. Że „Tygodnik” przestał się utożsamiać z Kościołem, że się „zaangażował w fałszywą ocenę polskiej rzeczywistości”, że uczestniczył „w kampanii upokarzania Polaków związanej z książkami Jana Tomasza Grossa”, obciążając naród odpowiedzialnością zbiorową. Przy okazji opowiada historię swego młodzieńczego artykułu, z którego Jerzy Turowicz miał jakoby wyciąć fragment o nawróceniu „niemal na łożu śmierci” Romana Dmowskiego. Wyciął dlatego, że „jest to środowisko zablokowane na przyjęcie prawdy, jeżeli zderza się ona z ich ideologicznymi uprzedzeniami”. Za najtrafniejszą analizę „Tygodnika” uznaje list Jana Pawła II do Jerzego Turowicza z okazji 50-lecia „TP” – i przytacza go in extenso. Tamten list – jak pamiętamy – wyzwolił istną eksplozję nienawiści do Turowicza i „Tygodnika”. Nikczemność niektórych publikacji, odwołujących się do słów Jana Pawła II, nie miała granic. Sam Papież głęboko nad tym ubolewał i chcąc to naprawić (tak, naprawić!), podczas najbliższej wizyty w Polsce spotkał się z Jerzym Turowiczem. Turowicz zaś, jeszcze wcześniej, przekazał mu odpowiedź, którą Jan Paweł II z uwagą przeczytał. W odróżnieniu od Księdza Arcybiskupa, niestety (na wszelki wypadek podpowiadam, że opublikowaliśmy ją w numerze z 27 marca 2006 r.)” - zauważa ks. Boniecki.

 

I aż żal bierze, że tak zasłużony duchowny nie jest w stanie dostrzec, że zarzuty Ojca Świętego, a i samego arcybiskupa nie były i nie są bezpodstawne, że istniały konkretne przyczyny, dla których Jan Paweł II skrytykował „Tygodnik Powszechny”, i dla których to samo robi abp Józef Michalik. A przyczyny te nie wynikają z jakiejś „eksplozji nienawiści” (cóż to w ogóle za język), a z faktu, że „TP” od wielu już lat w kluczowych kwestiach moralnych kwestionuje nauczanie Kościoła. I tego nie da się ukryć pod płaszczykiem opowieści o nienawiści czy podziałach.

 

Z księdzem Bonieckim da się jednak jeszcze polemizować. Nie da się tego niestety powiedzieć o Ewie Karabin, która także postanowiła zanalizować „Raport”. I także zabrała się za fragmenty poświęcone jej środowisku, o którym arcybiskup stwierdził, że wydaje się ono obumierać. A pani Karabin uważa inaczej. Jest przecież ona, jej koleżanka Ewa Kiedio, redaktor naczelna „Znaku” Dominika Kozłowska., Julia Koszewska i środowisko „Kontaktu” i... (dalej nazwisk już nie ma są za to ogólne stwierdzenia o ludziach, którzy idą za zasadami katolicyzmu otwartego i są bardzo młodzi). Niestety w odróżnieniu od pani Ewy ja nie siedzę w siedzibie „Więzi”, więc owych kilkuosobowych tłumów nie dostrzegam. Ale to zapewne moja wina.

 

Setnie zaś rozbawiło mnie credo katolików otwartych, które zdecydowała się przytoczyć Ewa Karabin. „1. Tylko człowiek wolny może odpowiedzieć na wezwanie Boga; 2. Nie jestem jedynym posiadaczem prawdy, dlatego warto wchodzić w dialog z innymi; 3. Wątpienie jest konstytutywną cechą człowieka, również wierzącego; 4. Zakładam autonomię państwa i Kościoła oraz autonomię sumienia; 5. Każdy z nas ponosi odpowiedzialność za rozwój społeczny i stan naszej wspólnoty” - wyjaśniła fundamenty swojego myślenia Ewa Karabin. A ja rozumiejąc, co jest w tych poglądach „otwartością” nijak nie jestem w stanie zrozumieć, co jest w nich „katolicyzmem”... Ale zapewne się czepiam, najbardziej życiodajnego i płodnego środowiska, w którym sami młodzi walczą dzielnie o przestrzeń dla katolików... A ja, podobnie jak arcybiskup, zaślepiony nie jestem w stanie tego dostrzec... I już samym tym psujemy dobre samopoczucie „katolików otwartych”.

 

Tomasz P. Terlikowski

 

Raport o stanie wiary w Polsce. Z arcybiskupem Józefem Michalikiem rozmawiają Grzegorz Górny i Tomasz P. Terlikowski, Radom 2011.