Na obszerną recenzję nowej teki Pressji (pt. Boże Ciało) poświęconej Eucharystii mam nadzieję, że będzie jeszcze miejsce, warto jednak choć krótko odnieść się do tekstu wiodącego w bloku pt. "Msza interdyscyplinarna", który napisał redaktor naczelny Paweł Rojek. Tytuł "Semiotyka Eucharystii" zawiera w sobie hasło kontrowersyjne i warte na razie choć wstępnej analizy. Chodzi o "Katolicki fetyszyzm".
Oczywiście na wstępie trzeba odrzucić to co potocznie kojarzy się z fetyszyzmem i ma podtekst seksualnej dewiacji. By sprawę wyjaśnić przywołam fragment książki Mary Douglas, który przytacza także Rojek. Chodzi o komentarz do encykliki Pawła VI Myserium Fidei: "Tutaj doktryna jest bezkompromisowa, jak doktryna każdego zachodnioafrykańskiego fetyszysty, zgodnie, z którą bóstwo jest obecne w określonym przedmiocie, miejscu i czasie oraz pod kontrolą specjalnej formuły."
Paweł Rojek słusznie podkreśla katolicyzm autorki, jednak nawet to nie usprawiedliwia moim zdaniem nazwania katolików fetyszystami. Nawet jeśli przyniosłoby nam to miłą dla ucha narrację, że katolicyzm jest zwieńczeniem poszukiwań i pragnień wszystkich ludów. Nawet jeśli faktycznie mamy tu do czynienia z takim zwieńczeniem (schemat taki wygląda nieco na wzięty z romantyzmu heglowskiego czy chateaubriandowskiego) to nie dlatego, że jesteśmy fetyszystami. Dlaczego występuję przeciw ciekawej tezie Rojka? Jeśli spojrzeć na dzieje, tak zwanej, nowoczesnej antropologii jednym z jej celów było odczarowanie tego co możemy znaleźć w religii. Jeśli wprowadzano takie pojęcia jak fetyszyzm, metafora, czy metonimia to głównie po to by pokazać, że religię można wyjaśnić za pomocą technicznie pojętej struktury jakiej podlegają wszelkie zabiegi językowe. Czemu to miałoby służyć? Przede wszystkim przekonaniu, że to co religijne nie dzieje się naprawdę, a jedynie jest zabiegiem słownym. Sprawczym owszem, ale tylko w sensie społecznym, a nie rzeczywistym (metafizycznym).
Czy zajrzymy do Freuda, czy wspomnianego przez Rojka Edmunda Leacha (zaciekłego ateisty), czy Frazera (znakomicie krytykowanego przez wspomnianą Mary Douglas) dostrzeżemy jedno pragnienie – sprowadzić doświadczenie religijne do społeczeństwa, neurozy, językowej iluzji. Rozumienie w tym kluczu katolicyzmu jako zwieńczenia ludzkiego pragnienia, choćby o doskonałej ofierze, doprowadzać może do konstatacji, że katolicyzm jest szczytem iluzji. Taka zresztą jest perspektywa rozumienia kultury we współczesnej naturalistycznej i materialistycznej antropologii. Zatem nazwanie obrzędu katolickiego fetyszyzmem jest wypełnieniem marzenia Edmunda Leacha, by sami ludzie religii przyznali, że nie ma w niej nic boskiego.
Nie ma tu miejsca na analizę realności zabiegów fetyszystycznych w innych kulturach. Pojęcie fetyszu stosuje się niezwykle szeroko w antropologii. Natomiast ono akurat zaburza moim zdaniem jedynie istotne dla nas poszukiwanie – współistnienia natury i łaski. Dla antropologów takich jak choćby Leach każdy religijny zabieg ogranicza się do gry słownej. Jeśli chodzi o Eucharystię nie wnosi to do naszego poznania właściwie nic nowego, ponieważ wierzymy, w realną obecność Pana w chlebie i winie, podczas gdy zabiegi innych religii są faktycznie jedynie "armią metafor i metonimii" – używając wyrażenia Nietschego.
Po prostu sama Eucharystia jest tym co centralnie nadprzyrodzone w naszej wierze i każda metafora naturalistyczna musi się o nią rozbić. Mary Douglas analizuje oczywiście doktrynę, ale popełnia niejako błąd metodologiczny – zestawia w analogii rzeczy nieadekwatne. Oczywiście tęsknota mitu za prawdą jest prawdziwa, ale dlatego mit nazwiemy fetyszem, a prawdy już nie. Dlatego Eucharystia nie jest metaforą pomyloną z metonimią, ponieważ nie chodzi tu o żaden zabieg retoryczny, ani błąd w myśleniu.
Gdzie zatem możemy z większą korzyścią posłużyć się antropologią? Tam gdzie analizujmy aspekty rytu liturgicznego, gdzie ryzyko fałszywej analogii jest mniejsze. W rytuale liturgicznym chodzi bowiem o to by natura ludzka otworzyła się na działanie tego co nadprzyrodzone, zatem i antropologia może pomóc rozpoznać takie aspekty rytualności, które szczególnie uzdatniają nas do przyjęcia łaski. O tym pisze w kolejnym tekście teki Pressji Tomasz Dekert. I rzeczywiście podejmowanie tej problematyki jest istotne, choćby dlatego, że ostatnia reforma liturgiczna w Kościele odbyła się w klimacie paradygmatu funkcjonalistycznego w socjologii rytuału. Funkcjonalizm jednak jest teorią dalece ułomną szczególnie w ujmowaniu religii – prawdopodobnie zaledwie dekadę później demontaż dawnej liturgii nie byłby możliwy z tych samych względów, dla których był możliwy pod koniec lat 60.
Pomimo upływu kilku już dekad wciąż z Kościoła nie wypędziliśmy przekonania, że liturgia nie jest "zwornikiem funkcjonalnym/estetycznym/społecznym systemu", ale raczej "oknem nadprzyrodzoności" opromienionym łaską cudu Eucharystii, w który natura ze wszystkich sił chce się włączyć, dlatego odsłania wobec niego największe swoje bogactwa.
Co do tego, że Eucharystia nie jest tylko metaforą na pewno z Pawłem Rojkiem się zgodzimy.
Tomasz Rowiński
