Dlaczego młodzi katolicy kontestują Kościół?

 

- W wielu przypadkach mają rację. Jeśli nie zaczniemy w nim debaty na temat nawrócenia duchowieństwa to stracimy młodzież, która i tak już odchodzi. Jest jeszcze inny problem. Osobiście uważam, że wprowadzenie religii do szkół zaszkodziło nam bardziej niż pomogło.

 

Dlaczego? Przecież miała być jako przedmiot, dopełnieniem całościowego szkolnego wychowania i edukacji.

 

- Jednak jestem jej przeciwny w takiej formie w jakiej jest obecnie w szkole. Dlatego, że religia zabiła katechezę. Wielu uważa, że już nie należy katechizować. A przecież katecheza jest kolejnym etapem po ewangelizacji. Jak możesz zmuszać kogoś aby rozważał prawdy wiary jeśli on nie spotkał Jezusa w swoim życiu. Jeśli on Go nie zna to i nie będzie go interesować szczegółowa wiedza na ten temat.

 

Katecheza nie służy spotkaniu Boga?

 

- Nie. Ona służy nauczaniu intelektualnemu, a nie spotkaniu emocjonalnemu, duchowemu. Fakt naszej obecności w szkole powoduje, że my zrównujemy nauczanie mistyczne z nauczaniem wielu pierdół. Uczeń ma tak jak na innych przedmiotach: nauczyć się, wykuć i wypluć. Wie, że do tej wiedzy później nie wróci. „Sprzedając” na takim poziomie naszą religię deprecjonujemy chrześcijaństwo z jego tajemnicy, a robimy przedmiot.

 

Jednak dobry nauczyciel z pasją potrafił zachwycić, zafascynować przedmiotem...

 

- Zgoda. Ale tu nie chodzi o genialnego katechetę z super pomysłami. Jednym z kryteriów oceny z religii jest to, że nie można oceniać zaangażowania religijnego ucznia. To o czym my mówimy? Jeśli jest zaangażowany w kościele ministrant, a wali byki ortograficzne i nie wszystkiego się nauczył to, co? Czy ja nie mogę go za zaangażowanie docenić lepszą oceną? Nie. A w salce katechetycznej można było się modlić. Zrobić z niej kaplicę. Rozmawiać o tych sprawach inaczej. Zamiast zajęć można było się umówić na wieczorne nabożeństwo. A teraz? Mogę zapalić świeczkę w klasie, próbować się modlić, ale zadzwoni dzwonek i to zniszczy. To będzie odbierane tak, jak eksperyment na chemii.

 

A jak księża podchodzą do katechezy?

 

- Różnie, ale niestety bardzo często uważają się za usprawiedliwionych, że skoro ma tyle godzin katechezy w szkole, to po co ma ekstra katechizować. Jest już nią zmęczony. Nie dziwi mnie to. Spotykam młodych zewangelizowanych wcześniej w domach, w rodzinach czy wspólnotach. Widzę że na nich najskuteczniej działa katecheza ich rodziców, dziadków, starszych. Dziś aby katechizować młodych trzeba zająć się ich rodzicami. Pan Jezus bawił się z dziećmi, a katechizował dorosłych, a my co? Katechizujemy dzieci, a z dorosłymi się bawimy.  

 

Jutro ciąg dalszy rozmowy.

 

Rozmawiał Jarosław Wróblewski