Jak odnaleźć dziś Boga żywego w Kościele?

 

- Przez świadków. Jeśli ich nie mamy, to jest to bardzo trudne. Jest, oczywiście, modlitwa, ale to są cudowne przypadki, że Duch św. kogoś porwał. Pracuję z młodymi od zawsze. Widzę, jak my potrzebujemy pracy i formacji. Nie tylko akcji, choć ja lubię akcję. To jednak nie może być wychowanie religijne od akcji do akcji. Nie można z młodych chrześcijan robić kibiców Jezusa. Oni mają być Jego wyznawcami. Jest power, ale to nie znaczy, że się nawracam.

 

Jeżeli kogoś dotknie Bóg, doświadczenie to zmieni go na całe życie?

 

- Nie. Dlatego też mówię o formacji. Mocne doświadczenie spotkania z Jezusem bez formacji nie przynosi efektów. To tak jak z ziarnami. Ptaki czekają, aby je wydziobać. Dlatego potrzebna jest formacja, życie w świetle łaski. Daniel Ange, gdy był zapraszany ze swoją wspólnotą na rekolekcje ewangelizacyjne, miał jasno określone reguły, co dalej w parafii. Jak nie było warunków i zaangażowania, aby prowadzić świeżo nawrócone osoby, mieć dla nich czas, to oni odmawiali przyjazdu. Woleli mieć pewność, że ktoś będzie żył dalej sakramentami niż robić tzw. protestanckie przebudzenie, że Jezus jest Panem, a później wszystko siada, bo życie jest życiem.

 

Ale jednak Bóg działa...

 

...i troszczy się o osoby, które go spotkały. Ale żebyśmy nie stracili wiary w Boga w ramach szukania Boga. Pierwszą osobą zainteresowaną, zewangelizowaną jest sam Bóg. Jeśli uzna, to pośle osoby do opieki nad nią. Wierzę w Boga. Choć czasem jest to wszystko ostro po bandzie, na granicy ryzyka. Ale Bóg lubi ryzyko.

 

Jakiś przykład?

 

- Wyprowadzenie Izraela z Egiptu. Trzymał to do końca „o włos”. A przejście przez Morze Czerwone? Jedni od drugich byli już tylko na odległość strzału. Jeden z naszych biblijnych egzegetów mówił, że uciekających od goniących dzieliło 80-100 m. Taka mała różnica od całkowitego uratowania albo masakry. Morze się jednak nagle rozstąpiło i przeszli.

 

Jutro ciąg dalszy rozmowy.

 

Rozmawiał Jarosław Wróblewski