„Przypomnijmy, że po zdelegalizowaniu Krytyki Politycznej jako organizacji terrorystycznej, władze Warszawy anulowały umowę na wynajem kawiarni Nowy Świat i oddały lokal "Frondzie". Odważna decyzja prezydenta Zbigniewa Ziobry przynosi już pierwsze efekty. Kawiarnia pod nową nazwą Stary Dobry Świat stała się ulubionym miejscem stołecznych chrześcijan. Znakomite usytuowanie zaledwie kilka kroków od pomnika Smoleńskiego na placu Prezydenta Kaczyńskiego i Krzyża Prezydenckiego przed Pałacem Prezydenckim sprawia, że lokal jest tłumnie odwiedzany, zwłaszcza w niedziele po sumie”- opowiada zalany potem po nocnym koszmarze publicysta. Brrrrrrrr, Fronda nadchodzi jak Bogeyman spod łóżka. Niczym Freddie Krueger rozszarpuje swoimi (zatrutymi jadem przez Opus Dei) pazurami skórę Sławomira Sierakowskiego, z której tryska krew. Na miejsce przyjeżdża szybko Terlikowski w pelerynie i z szałem w oczach mierzy poziom czerwieni krwi by kazać (oczywiście w piątek 13) Jasonowi Adamskiemu dobić komucha. Obok stoi również Górny i Wróblewski nucący pieśni z czasów frankistowskich i Geremek w mundurze, który nosił młody Raztinger. Oczywiście wszyscy nad zwłokami Sierakowskiego zamawiają piwo.
„Po dawnych "lokatorach" nie pozostał ślad. Frondowcy skutecznie wykurzyli lewackie dymy mirrą i kadzidłem, które specjalnie sprowadzono ze Świątyni Bożej Opatrzności. Kawiarnia ma nowy wystrój, dyskretnie nawiązujący do bazyliki w Licheniu, ściany zdobią zdjęcia tej pięknej świątyni. W podziemiach można oglądać jedyny ślad po terrorystach z Krytyki: budzącą grozę kolekcję pism Žižka i Sierakowskiego, ideologów skrajnie lewicowego terroru. To ostrzeżenie i przestroga, aby lewizm nigdy więcej już się nie powtórzył”- pisze dalej z wypiekami na twarzy publicysta z Czerskiej. Zapomniał dodać, że Brzezińska ze swoimi kumplami z faszystowskiego Marszu Niepodległości nie tylko (niczym dziewczyny z „Death Proof” goniące Russela) palą w podziemiach pisma Žižka, ale również, o zgrozo!, rozprawia się z samym Leninem, którego tak chętnie polska lewica wydawała. Lenin to przecież gołąbek pokoju, który tylko w burżuazyjnej propagandzie organizował Gułagi.
„Na Polaków odwiedzających kawiarnię czekają nie tylko pyszne kremówki papieskie i wybór herbat ziołowych od benedyktynów, ale także spora dawka chrześcijańskiej kultury”- pisze przerażony Pawłowski. Według jego koszmaru z ulicy Czerskiej w lokalu urzęduje również Pospieszalski, Wencel i o. Knotz ze swoją książką „Seks jest boski”, która opowiada o "zadowalaniu męża zgodnego z Ewangelią." Gośćmi Knotza w miejscu kaźni lewaków są Korzuchowska, Ziemkiewicz i nawet Babiarz! „A w niedzielę po wieczornej mszy na cotygodniowym "Dansingu z różańcem" zagrają Armia, De Press i Arka Noego, koncert poprowadzi mistrz chrześcijańskiego rocka Tomek Budzyński. Zapraszamy! Cały dochód z baru w tym tygodniu jest przeznaczony na pomoc dla prześladowanych katolików z Unii Europejskiej”- kończy zlany potem miłośnik wolności w jedynie słusznym wydaniu.
Sny kolegów z Czerskiej bywają naprawdę makabryczne. To nie sny Kurosawy. To sny Carpentera po lekturze wywiadu z Biedroniem. Jak można zamienić dyskusję o pozytywach gejowskiego seksu na dysputę o seksie katolików? Jak straszne jest miejsce, gdzie podaje się herbatki benedyktyńskie i papieskie kremówki ( które można zjeść przy dźwiękach Armii!) zamiast książki Kazi Szczuki o potrzebie legalizacji abortowania dzieci przed ich narodzeniem? Czym jest wolność bez miejsca, gdzie może przyjść sobie pogawędzić miłośnik Stalina mający rodzicielkę w Sejmie? Pawłowski musiał się niezwykle mocno cieszyć, że snem okazała się wizja, gdzie neobolszewizm jest wypchnięty przez Dobrą Nowinę. Niestety pan publicysta zapomina o jednym. Freddie Krueger nauczył się atakować poza snami. A kato-Krueger o twarzy chrześcijańskiego fundamentalisty jest groźny podwójnie. Ma w końcu za sobą spasionych biskupów jak Valek w „Łowcach Wampirów”. Czy starczy komuś z Czerskiej odwagi by być polskim Jackiem Crowem? Jeżeli nie, to i tak oczywiście zapraszamy! Jeszcze nie na „Nowy Świat”, ale kto wie? W końcu nawet Zapatero dostał po zadku.
Łukasz Adamski

