To nie jest wielka rozmiarami książka. Przeciwnie mieści się do plecaka i może być przeczytana w pociągu. Ja miałem niewątpliwą przyjemność pochłonąć ją w korytarzu pociągu Kraków-Warszawa (miejsc siedzących nie było, więc usiadłem na kurtce w korytarzu i tam czytałem). Ale niech nikogo nie zmyli wygląd tej książeczki. Zawiera ona bowiem głębokie treści, których przyswojenie może zająć wiele tygodni, jeśli nie miesięcy. I nie ma w niej – tak częstej, także u kaznodziejów, maniery udawania, że miłosierdzie nie kosztuje, że wyklucza ono sprawiedliwość.
W tej kwestii kard. Schönborn jest bowiem wiernym uczniem Biblii, Ojców Kościoła czy kolejnych papieży, i dlatego od razu na początku podkreśla, że „miłosierdzie nie jest możliwe bez sprawiedliwości”. „Dlatego w jego pojęciu pojawia się też pewna surowość. Miłość wszystko znosi, jednak wiele też wymaga. Ze względu na dobro wspólne, w społeczeństwie muszą być ustalone granice zapobiegające nadużyciom. Gdy okazuje się miłosierdzie jednym, czy nie wyrządza się tym samym krzywdy innym” – pyt retorycznie kardynał. I kilkanaście stron później daje na to pytanie zupełnie jednoznaczną odpowiedź, odnosząc się do zarzutów tych, którzy sugerują, że zakaz rozwodów jest brakiem miłosierdzia Kościoła. „Często Kościół krytykuje się za brak miłosierdzia dla rozwiedzionych. A kto mówi o dzieciach? Kto jest wobec nich miłosierny? Kościół jest dzisiaj ostatnią instytucją, która broni małżeństwa. Za to uważany jest za beznadziejnie zacofany. Tymczasem ze wszystkich stron przychodzą wstrząsające doniesienia o położeniu dzieci z rozbitych małżeństw lub żyjących w nienormalnych sytuacjach domowych. Kto okazuje miłosierdzie dzieciom?” – wskazuje metropolita Wiednia.
Nie braknie też przypomnienia, że głaskanie grzeszników, oszukiwanie ich nie jest wyrazem miłosierdzia, a wręcz przeciwnie. Miłosierdzie – wskazuje kardynał Schönborn – jest nieodmiennie połączone z prawdą. To ona pozwala dostrzec grzech i z pełną skruchą udać się do zdrojów miłosierdzia. Jeśli jednak nie staniemy w prawdzie, to nie będzie powodów, by się ostatecznie pojednać. I w efekcie możemy zostać potępieni. Miłosierdzie bez prawdy jest więc w istocie fałszywym miłosierdziem…
Tomasz P. Terlikowski
Christoph Schönborn OP, Niemożliwe staje się możliwe, tłum. W. Szymona OP, Poznań 2010.
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

