Jak informuje telewizja TVN 24, na szef MSW w odpowiedzi na sugestie prokuratorów, ogranicza się do ogólnych stwierdzeń, że polecił wdrożyć odpowiednie zmiany.

 

Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga przesłała szefowi MSW informacje dotyczące zaniechań i błędów gen. Janickiego i jego formacji w lipcu. W kilkudziesięciostronnicowym piśmie, wymieniono uchybienia Biura i dowódcy, które przedstawiają "negatywny obraz pracy" BOR w związku z planowaniem, organizacją i zabezpieczeniem wizyt premiera i prezydenta w Smoleńsku w 2010 r. 

 

Jak tłumaczyła wówczas rzecznik prokuratury Renata Mazur, wykryte błędy nie pozwalały na postawienie szefowi BOR zarzutów, ponieważ "nie zostały wypełnione znamiona przestępstwa". - Ale oprócz odpowiedzialności karnej jest odpowiedzialność służbowa, dyscyplinarna - podkreśliła Mazur.

 

Szef MSW odpowiedział prokuratorom po trzech tygodniach. O dymisji, czy jakimkolwiek postępowaniu dotyczącym dowódcy Biura Ochrony Rządu w ogóle nie wspomina. - Pan minister podziękował nam za przesłane uwagi i zapewnił, iż polecił wdrożenie zmian w zakresie, który wyszczególnił, oraz działań zmierzających do likwidacji uchybień wykazanych w raporcie NIK - wyjaśnia rzecznik prokuratury.

 

W wewnętrznym zarządzeniu z 2009 r. gen. Janicki zastrzegł, że osobiście będzie nadzorował ochronę prezydenta i premiera, a według ustaleń prokuratury - poza jednym meldunkiem - "nie zapoznał się z żadnym dokumentem", dotyczącym kwietniowych wylotów do Smoleńska. Podczas przesłuchań, jakie miały miejsce już po katatstrofie, szef BOR przyznał, że nie miał pojęcia o istnieniu na pokładzie TU-154 telefonu satelitarnego. Gen. Janicki nie znał również numerów telefonów komórkowych premiera i prezydenta. 

 

AM/Onet.pl/TVN 24