Mecenas Małgorzata Wassermann, córka Zbigniewa Wassermanna, mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że rodziny będą domagały się sekcji zwłok, jeśli okaże się, że nie zostały one przeprowadzone, albo ich rzetelność budzi wątpliwości. Jednak mimo zapytań wysyłanych do polskiej prokuratury rodziny nadal nie wiedzą, czy sekcje były przeprowadzane.
Wassermann zaznacza również, że rodziny wciąż nie maja wglądu w akta śledztwa ws. tragedii smoleńskiej, ani dostępu do materiałów źródłowych czy czarnych skrzynek. Okazuje się jednak, że również polscy śledczy zajmujący się katastrofą wciąż nie dysponują materiałami na ten temat. Prokuratura otrzymała 1300 stron akt, zawierających protokoły z oględzin ciał, z miejsca katastrofy i znalezionych tam rzeczy oraz protokoły przesłuchania części świadków. Do Polski dotarły także niepełne stenogramy rozmów. Brakuje w nich zapisu kilku minut nagrań.
Zdaniem mecenasa Rafała Rogalskiego, reprezentującego część rodzin ofiar, dokumenty przesłane Polsce nie wnoszą niczego do wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Mecenas zaznacza, że strona polska wciąż nie ma dostępu do protokołów oględzin wraku, dokumentacji lotniska Siewiernyj, czy kopii nagrania rozmów wieży lotniska z iłem, który chciał lądować przed tupolewem.
Ciągle nie udało się również wyjaśnić braków w zapisach rozmów pilotów tupolewa z wieżą w Smoleńsku. Nie ma na nich m.in. rozmowy, podczas której kontroler lotu zezwala pilotowi tupolewa na zejście na niebezpieczną wysokość 50 metrów. Remigiusz Muś, technik pokładowy Jaka-40, który wylądował tego dnia w Smoleńsku, mówi, że słyszał takie pozwolenie przez radio, czekając na lotnisku na lądowanie Tu-154. Dodaje, że rosyjski ił również otrzymał zgodę na obniżenie się do 50 metrów. Do tej pory Muś nie został jednak przesłuchany przez śledczych.
Jako jedyny z załogi Jaka przesłuchany został jego kapitan Artur Wosztyl. Jego zeznania potwierdzają wydanie zgody na zejście tupolewa do 50 metrów. Zeznał on, że słyszał, jak wieża mówiła, żeby Tu-154 nie schodził poniżej 50 metrów, a jak nie zobaczy lotniska, odleciał na zapasowe.
Doniesienia polskich pilotów różnią się od zeznania kontrolera Pawła Plusina, który twierdził, że zabronił załodze schodzenia poniżej 100 metrów.
żar/Rp.pl/Tvn24.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

