26.IX.2007 – już wtedy "Dziennik" zaczął tropić katarynę. Wszystko za sprawą jej rosnącej popularności. Tożsamości blogerki próbowali dociec znani dziennikarze. - Nie jest to jedna osoba, ale kilka. Przeszukują one internet i w podobnym stylu komentują blogi dziennikarzy – Krzysztof Leski, dziennikarz TVP 3, bloger Salonu 24. - Raczej jest kobietą, to zręczna reasercherka, nic więcej. Potrafi wytknąć komuś zmianę opinii, nieścisłości światopoglądowe, ale sama czasami zaskakuje mnie nieznajomością mechanizmów rządzenia państwem - Łukasz Warzecha, komentator "Faktu". - Zadziwia mnie jej przekonanie, że dziennikarz może zbawić świat i najlepiej, żeby robił to 24 godziny na dobę. Czasami wyobrażam sobie, że to musi być człowiek, który albo jest bardzo samotny i ma dużo czasu, albo ma bardzo nudną pracę i dlatego ciągle siedzi w internecie – Paweł Wroński.
28.V.2008 – kataryna w rozmowie z Robertem Mazurkiem opowiada o swojej karierze internautki, którą rozpoczęła... na forum "Gazety". Afera Rywina wstrząsnęła nią i wybudziła z długiego snu. Blogerka opowiada o swoim rozczarowniu PiS-em i Platformą, która wg niej przywróciła ludziom zaślepienie sprzed afery Rywina.
15.V.2009 – na blogu kataryny pojawia się informacja, że Krzysztof Czuma grozi jej sądem, jeśli nie usunie wpisów – jak twierdzi młody Czuma – obrażających jego ojca. Syn ministra żąda od administracji salonu 24 ujawnienia tożsamości kataryny. W przeciwnym razie, grozi pozwem osobom zarządzającym salonem 24.
15.V.2009 – Igor Janke, twórca salonu 24 podaje na blogu zasób słownika Krzysztofa Czumy. "Sk..syn", "wredny babsztyl". Pisał syn ministra o internautach.
Do określeń przywołanych przez Igora Janke, Fronda może dorzucić coś od siebie. (Tutaj homeryckie cytaty) nadane przez Wachmistrza.
18.V.2009 – Andrzej Czuma mówi, że w internecie używa się języka "wulgarnego i ulicznego". A internauci to "anonimowi kłamcy". Młody Czuma nazywając katarynę "wredny babsztyl" zniżył się do poziomu "internetowego motłochu", którym przecież gardzi. Ale podpisał się przynajmniej imieniem i nazwiskiem, broni czci syna Czuma senior.
19.V.2009 – Piotr Zaremba wyraża uznanie dla kataryny, chociaż jednocześnie zaznacza, że blogerka zaczyna uwierać swoimi wpisami. - Swój subiektywny przegląd blogów muszę zacząć od Kataryny. Jest klasą samą dla siebie potrafiącą wyciągnąć zadufanemu publicyście, co napisał pięć lat temu, a ministrowi sprzeczności w zeznaniach przed dowolną komisją śledczą. Choć mam wrażenie, że ostatnimi czasy Kataryna coraz rzadziej wertuje archiwa, a coraz częściej autorytatywnie ogłasza, jaki jest jej sąd. Ale to również natura dziennikarstwa. Każdy chce prędzej, czy później przestać opisywać rzeczywistość, a zacząć ją osądzać – pisze komentator "Dziennika".
21.V.2009 – zaczyna się. Wiemy kim jest kataryna, ale bez jej zgody nie powiemy. Przedrzeźnia czytelników "Dziennik", rozpisując się jaki to strach padł na katarynę pod wpływem możliwości ujawnienia jej tożsamości. Tylko, że to "nie powiemy" okazało się tak treściwe, że nie trzeba być Sherlockiem Holmsem, aby przekonać się kim jest kataryna
Taką wspaniałomyślność i dobroduszność podsumowuje Rafał Ziemkiewicz. - Świętoszkowata argumentacja, którą "Dziennik" próbuje nadać brzydkiemu faulowi pozór krucjaty o oczyszczenie życia publicznego, stanowi kliniczny przykład pewnej umysłowej aberracji – pisze Ziemkiewicz.
22.V.2009 – Cezary Michalski pisze tekst "Utracona cześć Kataryny" i próbuje rozpędzony już pociąg bezczelności i cynizmu, skierować na bardziej szlachetne tory zatroskania o czystość debaty publicznej. Można pisać głupoty, ale pod imieniem i nazwiskiem, błyskotliwie puentuje Michalski.
Cezary Gmyz w "Rzeczpospolitej" przypomina Michalskiemu prostą zasadę, że inteligent oprócz prób pisarskich, od czasu do czasu powinien coś przeczytać. Najlepiej klasykę. Gmyz wskazuje na powieść niemieckiego noblisty Heinricha Bölla "Utracona cześć Katarzyny Blum". Rzecz o zaszczuciu bohaterki przez dziennikrzy niemieckiego koncernu prasowego, którego wydawcą jest Axel Springer Verlag. Wydawca "Dziennika". - Czyżby Michalski nadając ten tytuł swojemu felietonowi przyznawał się do zaszczucia Kataryny? Chyba nie. Przyznał się raczej do nieznajomości niemieckiej klasyki literackiej – kończy lekcję literatury Cezary Gmyz.
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
