Sąd Najwyższy ocenił, że nie można ujawniać wydatków sędziów (mimo że zapłacili za nie podatnicy), bo stanowiłoby to niedochowanie tajemnicy.
Pierwszy prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf stwierdziła, że sędziowie nie mogą ujawniać swoich wydatków. Tym samym odmówiła obywatelom prawa do informacji o tym, za co funkcjonariusze publiczni (jakimi przecież sędziowie są), płacą publicznymi pieniędzmi.
Chociaż niedawno Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że tego typu informacja powinna być dostępna do publiczego wglądu, prof. Gersdorf jest jednak innego zdania. Jak mówiła, sędziowie nie mogą ujawniać numerów kart płatniczych, jako że zabrania tego... regulamin banków.
W uzasadnieniu tego stanowiska powołano się na przysięgę sędziowską. Brzmi ona następująco:
"ślubuję uroczyście jako sędzia Sądu Najwyższego służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, stać na straży prawa, obowiązki sędziego wypełniać sumiennie, sprawiedliwość wymierzać zgodnie z przepisami prawa, bezstronnie według mego sumienia, dochować tajemnicy prawnie chronionej, a w postępowaniu kierować się zasadami godności i uczciwości"
Tajemnica, którą sędziowie mieliby dochowywać, to nic innego jak numery kart. Tutaj zacytowano z kolei regulamin bankowy:
"ze względów bezpieczeństwa numer karty ani inne dane widniejące na karcie nie mogą być udostępniane osobom trzecim".
To miałoby stanowić dostateczny argument za tym, aby odmówić obywatelom prawa do informacji.
Warto dodać, że fundacja ePaństwo, która wystąpiła z wnioskiem o ujawnienie informacji o wydatkach sędziów wcale nie miała i nie ma zamiaru ujawniać numerów kart, ale właśnie wydatki dokonywane przy użyciu pieniędzy publicznych.
emde/wiadomosci.dziennik.pl
