Michał Karnowski: Propozycja powołania nowej instytucji monitorującej media wygląda niedobrze i groteskowo. Realnym problemem jest w Polsce zawężająca się wolność słowa, czego przykładem jest likwidacja takich programów jak "Misja Specjalna" czy "Bronisław Wildstein Przedstawia" w TVP. W tej sytuacji obóz rządzący, który kontroluje wszystkie ośrodki władzy i ma poparcie 90 procent mediów, próbuje budować instytucje, która ma jeszcze bardziej zawęzić wolność słowa.
Ten pomysł to oddanie mediów pod kontrolę polityków. Przecież to politycy zasiadają w KRRiT. I teraz oni chcą być nadzorcą mediów, oceniać je. To wszystko zanurzają jeszcze w sosie troski o wolność słowa i dobrą jakość debaty publicznej. Jednak to nie media są głównym problemem kultury politycznej. Debata w Polsce w przeważającej części została zepsuta przez takich polityków jak Janusz Palikot, prominentny działacz Platformy Obywatelskiej. Mamy więc do czynienia z pomyleniem przyczyny ze skutkiem. Przyczyną tego, co się dzieje w Polsce, nie są media. Nawet gdyby nią były sytuacji nie uratuje na pewno powstanie jakiejś instytucji nadzorującej środki masowego przekazu.
Z wolnością słowa w Polsce nie jest dobrze. Pokazuje to np. ostatni raport Freedom House. To, co działo się w kraju, np. blokowanie pisania prac naukowych, nagonka na Pawła Zyzaka, jest uznawane na świecie za coś zupełnie nienormalnego. Pomysł powołania super organu kontrolującego media wpisuje się w tę nienormalność. To jest nie do zaakceptowania. Mam nadzieję, że autorzy tego pomysłu zreflektują się i wycofają.
Troską polityków powinien być dziś poziom polskiej demokracji. Państwo nie jest ich własnością. Demokracja nie służy do tego, żeby oni zawsze wygrywali. Nie ma natomiast demokracji bez wolności słowa. W Rosji mamy wolne głosowanie, ale co z tego, skoro nie ma wolnej wymiany myśli, swobody informowania, równoprawnej wymiany idei. To oznacza, że demokracja jest iluzoryczna. Wszystkie media mówią bowiem, że Putin jest świetny. A te, które mówią inaczej, są zastraszane, albo znajdują się w podziemiu. To nie jest demokracja.
O konieczności istnienia pluralizmu medialnego przekonana była "Solidarność". Dlatego biła się o dostęp do mediów, dlatego zwracała uwagę na manipulacje opinią publiczną. Obecnie natomiast politycy wywodzący się z "S" zamiast hołubić i dbać o przesłanie "Solidarności" w tej kwestii dochodzą do wniosku, że, mimo iż 90 procent mediów mówi to samo co rząd, należy ograniczyć obecny "pluralizm". Pan Dworak i Pan Graboś to nie są postaci, które mają prawo oceniać inne media i udawać swoją niezależność, ponieważ są czynnymi politykami.
not. żar
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

