Michał Karnowski w dzienniku "Polska" obecną dyskusję pod względem jej intensywności i emocjonalności porównuje do debaty aborcyjnej z lat 90. I choć w takim klimacie starcie i rozwiązanie wydają się nieuniknione, to - jego zdaniem - wcale nie muszą nastąpić.
Powodem tego są - w opinii Karnowskiego - zbliżające się wybory prezydenckie. - Tusk, od 2005 roku konsekwentnie prezentujący się jako polityk środka, nie może bowiem pozwolić sobie na wciągnięcie w ideologiczny spór, zwłaszcza tak gorący, do tego z mocnym udziałem Kościoła. A im dłużej trwa dyskusja o in vitro, tym bardziej widać, że tu - podobnie jak w sprawie aborcji - środkiem iść się nie da - pisze.
Karnowski przywołuje projekt ustawy bioetycznej posła Jarosława Gowina, który z polecenia PO przygotował projekt kompromisowy. Wydawało się, że jego pomysł pozwalający z jednej strony na korzystanie z in vitro bezdzietnym małżeństwom, a z drugiej zapewniający ograniczenie liczby zarodków używanych przy zapłodnieniu, okaże się optymalnym rozwiązaniem. - Szybko okazało się, że mój klub jest przepołowiony. Dziś wiem, że mam poparcie około połowy posłów - mówi Gowin w rozmowie z "Polską".
Druga połowa posłów Platformy opowiedziała się za bardziej liberalnym projektem posłanki Platformy Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Oprócz tych dwóch pomysłów, swoją propozycję zgłosił PiS. Projekt przygotowany przez posła Bolesława Piechę przewiduje zakaz zapłodnienia pozaustrojowego, z wyjątkiem zgody na wykorzystanie obecnie zamrożonych ludzkich zarodków. Obywatelski komitet Contra in vitro postuluje całkowity zakaz tej metody. Są jeszcze projekty lewicy oraz środowisk feministycznych. Według nich dostęp do in vitro byłby powszechny, w tym dla "par niemałżeńskich i związków homoseksualnych".
Karnowski zwraca uwagę, że Tusk nie pierwszy raz stroni od zajęcia jasnego stanowiska w obawie przed osądem opinii publicznej. W 2007 r. minister zdrowia Ewa Kopacz obiecała refundację in vitro z budżetu państwa. Premier ostrożnie wsparł ten pomysł. Gdy jednak wybuchła wokół tego społeczna dyskusja, wycofał się stwierdzeniem, że "rządu nie stać na finansowanie kolejnych kosztownych procedur". Szef klubu parlamentarnego PO, Zbigniew Chlebowski uważa jednak, że teraz gorąca dyskusja wydaje się nieuniknione. - Wszystkie projekty zostały już złożone do laski marszałkowskiej – podkreśla.
O tym, że rząd nie chce zająć konkretnego stanowiska w sprawie in vitro przekonuje też poseł Piecha. - Coraz wyraźniej widać, że celem władz Platformy i premiera jest przesunięcie rozstrzygnięć na czas po wyborach. Cena za uwikłanie się w ostry spór światopoglądowy byłaby dla Donalda Tuska dużo większa niż satysfakcja z rozwiązania tej trudnej sprawy – mówi.
MM/Polska
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

