Michał Karnowski: Prezydentura Bronisława Komorowskiego jest żyrandolowa. To dekoracja otoczona morzem słów, które mają sugerować łączenie, pojednanie, jakiś rodzaj dialogu i debaty intelektualnej. To jest jednak tylko pozór. Do Kancelarii Prezydenta wprowadziło się marginalne obecnie środowisko Unii Wolności. I ono sprawuje rząd dusz. To będzie prezydentura skupiona na dekoracjach, na pozorze, na fasadzie, ale bez realnych działań. Wydaje mi się, że wszelkie inicjatywy prezydenta będą "kotylionowe", czyli skupione na formie, a nie na treści.

Zadziwiające jest, że Bronisław Komorowski nie jest w stanie wyczuć atmosfery społeczeństwa i powiedzieć Polakom kilka ważnych dla nich słów. 11 listopada nie zdobył się nawet na jedno słowo wspomnienia o Lechu Kaczyńskim. Wydaje mi się, że to co najmniej dziwne. Przecież, gdyby nie katastrofa smoleńska to właśnie Lech Kaczyński przemawiałby tego dnia. Tymczasem Bronisław Komorowski nie był w stanie powiedzieć niczego o swoim poprzedniku. Widać wyraźnie, że jego denerwuje oczekiwanie, że prezydent powie coś ważnego, że odniesie się do emocji tej części społeczeństwa, która na niego nie głosowała. Oczekuje on natomiast poklasku od tych, którzy na niego głosowali i tylko do nich mówi.

Żeby prezydent w Polsce miał realne znaczenie polityczne, musi być jak Lech Kaczyński zdeterminowanym obrońcą wartości i posiadać wizję państwa. Moim zdaniem takiej wizji nie ma Komorowski. Jego pomysł polega raczej na konserwowaniu status quo. Obecny prezydent nie ma również rzeczywistego talentu do łączenia ludzi. Nie wykonał dotąd ani jednego gestu do ludzi, którzy się z nim nie identyfikują, kilka razy natomiast ich obraził. Prezydentura obecna, mimo zapowiedzi, nie jest ponadpartyjna, tylko coraz bardziej jednostronna.

Platforma Obywatelska ma obecnie monopol władzy. Prezydent współgra z rządem w uciszaniu tych, którzy zabierają głos i mają inne zdanie niż rządząca większość. Bronisław Komorowski do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji nominował ludzi partyjnych i zmierzał do rozwiązania poprzedniej KRRiT. Między innymi jego działania doprowadziły do sytuacji, że mamy w Polsce coraz mniejszą swobodę i pluralizm działania w przestrzeni publicznej. To wszystko oczywiście jest osnute apelami o współdziałanie. Jednak równocześnie rządzący starają się dobić opozycję. Jedną ręką chcą się jednać, a drugą wymierzają ciosy.

Sądzę, że prezydentura Komorowskiego będzie coraz mniej znacząca. Może się okazać, że za kilka miesięcy nie będziemy patrzeć już na konstytucyjne uprawnienia głowy państwa, ponieważ prezydent nie będzie z nich korzystał. Komorowski będzie raczej wpisywał się w projekt Platformy Obywatelskiej, która chce przejąć pełnię władzy politycznej i medialnej. Bronisław Komorowski będzie więc raczej celebrował swoją prezydenturę, a nie ją sprawował. On będzie spychał urząd prezydenta w kierunku żyrandolowym. Prezydentem został kandydat, który w planie Donalda Tuska miał zadowolić się pozorem władzy, jej celebrowaniem. On nie będzie więc sięgał po realną władzę, bo wystarczy mu panowanie nad własną kancelarią.

Po tych 100 dniach widać również, że Bronisław Komorowski ma problemy z powiedzeniem czegoś ważnego podczas świąt i publicznych uroczystości. Jego przemówienia na Dożynkach, czy podczas odsłaniania pomnika na Powązkach to najgorsze przemówienia prezydenta w historii III RP. One nawet budzą uśmieszek na twarzach zwolenników PO. Prezydent miał być słaby i taki jest. Słabość ośrodka prezydenckiego wzmacnia siłę premiera Donalda Tuska. Tam podejmuje się wszelkie decyzje, tam znajduje się rdzeń władzy. Prezydent jest tylko jednym z elementów władzy lidera PO. I tak będzie dopóki Tusk będzie rządził.

Mnie w tym wszystkim najbardziej przeraża pustka projektu PO, która jest również pustką obecnego Pałacu Prezydenckiego. W całej Platformie pokutuje przekonanie, że w Polsce jest wszystko ok., niczego nie należy zmieniać, należy uciekać od polityki, debat, poważnych wyborów i analiz. To jest działanie typowe dla prowincji, a nie dla nowoczesnego państwa zachodniego. Tam ciągle prowadzi się debaty o tym, jak walczyć o interes państwa, jaką politykę prowadzić, czy gdzie jest racja stanu. A my zadowalamy się przytulaniem do hegemonów europejskich i podporządkowujemy się tej sytuacji z chęcią zadowalając się mirażami traktowania nas na serio.

Not. żar

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »