Michał Karnowski: Po sześciu miesiącach od katastrofy smoleńskiej wciąż mam wrażenie, że śledztwo dotyczące jej przyczyn nie jest prowadzone na poważnie. Jeśli przyłożylibyśmy sposób prowadzenia tego śledztwa, jego rzetelność, widoczną w nim troskę o dojście do prawdy do np. wypadku samochodowego, w którym ginie ktoś nam bliski, mielibyśmy poczucie głębokiego braku powagi działań. W postępowaniu śledczych wciąż nie widać podejścia, które powinno być widoczne przy badaniu tak straszliwej tragedii, dotykającej cały naród. Podejście do tego śledztwa jest dużo gorsze niż sposób badania zwykłego wypadku komunikacyjnego. Symbolicznym jego obrazem jest wrak Tupolewa niszczejący od pół roku na rosyjskim lotnisku.

W całej sprawie prowadzonych jest kilka śledztw. Działania rosyjskich śledczych wydają się być niepoważne, podobnie jak postępowanie prowadzone przez Edmunda Klicha. On się miota, w swoich wypowiedziach zajmuje sprzeczne stanowiska. W Rosji stwierdzał, że ktoś mógł przeżyć zderzenie z ziemią, w Polsce o niczym takim nie mówiono. Wielokrotnie zmieniał zdanie, raz mówił, że coś jest tajne, zaraz, że nie jest. Honor śledczych zdaje się ratować jedynie prokuratora wojskowa, ale całe śledztwo oceniam bardzo źle, ono ogromnie rozczarowuje. Prowadzi do umocnienia wątpliwości dotyczących tragedii z 10 kwietnia. Jeśli byłby to zwykły wypadek, myślę, że robiono by wszystko, żeby sprawę w sposób transparentny prześwietlić i zbadać. Skala zaniedbań jest natomiast ogromna. Prawda o nich mogłaby być niewygodna dla bardzo wielu osób.

Myślę, że podejście do śledztwa jest kontynuacją stosunku do Lecha Kaczyńskiego w Polsce. Za życia traktowano go nie tylko jak niepełnoprawnego prezydenta, ale nawet obywatela. I tak jak traktowano go za życia, tak obecnie prowadzi się śledztwo w sprawie jego śmierci. Instytucje państwowe są bardzo czułe na niejawne, subtelne sygnały. Urzędnicy od dawna otrzymywali sygnały, że Lech Kaczyński nie jest poważnie traktowany przez polski rząd. Po śmierci prezydenta mieliśmy pośpieszne wezwanie do szybkiego zakończenia żałoby, publiczne marginalizowanie potrzeby śledztwa, a nawet próby obarczenia Kaczyńskiego winą za katastrofę. Instytucje państwowe wyczuwają, że rząd nie traktuje priorytetowo kwestii katastrofy smoleńskiej i stwierdzają: po co się wpychać, po co drążyć prawdę.

W śledztwie zabrakło nadzwyczajnych środków, powołania np. komisji parlamentarnej, czy objęcia śledztwa nadzorem ministra sprawiedliwości. Śledztwo po prostu ma się toczyć i dotoczyć do końca. Myślę, że za zaniedbaniami dotyczącymi śledztwa stoi również interes polityczny. Jego ustalenia mogą skomplikować proces zbliżenia polsko-rosyjskiego, na którym ewidentnie zależy polskiemu rządowi.

Ustalenia śledztwa po tak ogromnych błędach i zaniedbaniach nie zostaną przyjęte jako wiarygodne. Ich opublikowanie spotka się w Polsce z komentarzami, które można z góry przewidzieć, że będą schematyczne. Tak naprawdę, by dojść przyczyn katastrofy smoleńskiej, należałoby całą sprawę przebadać od nowa. Pytanie, czy - jeśli będzie wola polityczna - znajdzie się ktoś, kto mógłby pokierować pracami zespołu parlamentarnego, który miałby zbadać przyczyny tragedii. Musiałby to być ktoś z autorytetem, nieuwikłany w bieżącą walkę polityczną.

Not. żar

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »