Wraz z pojawieniem się na scenie politycznej Ryszarda Petru wolno już chyba mówić o trendzie. Sprawa jest poważna dotyczy bowiem reprezentantów światłej Polski. Owszem Donald Tusk nie jest moim ulubionym politykiem. Nawet jednak jeśli za piarowską blagę uznać opowieści o szemrzących w tle gabinetu suitach orkiestrowych Bacha czy o „Wojnach peloponeskich” (które podobno zawsze pod ręką), to przecież Tusk jest niewątpliwie inteligentem całą gębą. Ponieważ nie należy mówić brzydko o paniach, więc ograniczę się do odnotowania faktu, że myśl o Tusku inteligencie z niezwykłym uporem powracała do mnie w czasach rządów pani premier Ewy Kopacz – i to właściwie po każdym jej publicznym wystąpieniu. Karę spadającą na wszystkich, którzy nie potrafią cieszyć się tym, co mają przyjmuję z pokorą. Przyznać trzeba, że zręcznie i na czas przewalutowany Ryszard Petru otwiera zupełnie nowe horyzonty. Śmiałe analogie między zmierzchem PiS a upadkiem Rzymu (branym z doby świetności Imperium), finezyjna uwaga o „sejmie głuchym”, czy odważne przesunięcie zamachu majowego na rok 35 już dziś dają mu miejsce obok takiego giganta polskiej humanistyki jak Maciej Stuhr. A przecież rozmach z jakim nowy lider opozycji wkracza w świat kultury duchowej pozwala mieć nadzieję, że to dopiero przygrywka.
Dyskusja jaką senatorowie Platformy uczcili Mieszka I nadspodziewanie szybko dała im miejsce w historii, na które inni pracować musza latami. Trudno wątpić, że jeśli powstanie kiedyś muzeum polskich memów politycznych, to senatorowie Barbara Zdrojewska i Jerzy Wcisła będą w nim mieli osobne skrzydło. Do przenikliwych uwag o wątpliwym chrześcijaństwie, paleniu i gwałtach internauci dorzucili garść nowych hipotez na temat księcia. „Jak gwałcił, to się nie zaciągał” (Spirydion Oxymoron), „Nie miał konta na tweeterze” (Janusz Chyła), „Nie był wybrany demokratycznie na króla” (Radek), „Nie brał udziału w sejmie głuchym” (Agata), „Nie jeździł Pendolino” (Jarosław Legowski), „Wsadził Gala Anonima do mediów publicznych” (Jacek Liziniewicz), „Nie lubił Niemców zanim stało się to modne” (Maciej Głuszek), „Nie przestrzegał konstytucji” (Zielna gąska”) i wreszcie ostatecznie dyskredytujące: „Był słabszy z historii Polski od Ryszarda Petru. Nie znał nawet daty bitwy pod Grunwaldem” (Song Mun). Wśród mnóstwa ciekawych wątków na uwagę zasługuje dyskusja, co mianowicie książę palił. W tej sprawie w gronie moich fejsbukowych znajomych na czoło wysunęła się opinia wybitnego profesora, który twierdzi, że musiały to być Camele, które z kalifatu kordowańskiego sprowadzał Ibrachim ibn Jakub. Przychylam się do tej tezy. Opinie o trawce stanowczo uznać trzeba za niemożliwe do pogodzenia z prawicowymi (by nie powiedzieć pisowskimi) rysami władcy.
Czy ładnie się tak znęcać? Gdyby chodziło o zwykłą „polską kulturoznawczynię” (sic!) jak o Barbarze Zdrojewskiej pisze Wikipedia, to powiedział bym, że nieładnie (czegóż w końcu można wymagać od kulturoznawcy!). Z senatorem najjaśniejszej Rzeczypospolitej jest już jednak inaczej. Nikt też nie kazał Ryszardowi Pertu ogłosić się liderem opozycji. Jeśli ktoś sam sobie ustawia poprzeczkę na wysokości premiera RP, to nie może mieć żalu, że widownia pęka ze śmiechu kiedy znów przelatuje poniżej. No dobrze, ale czy warto zwracać uwagi na wpadki nieuchronnie spotykające każdego kto działa na forum? Na wpadki nie warto. Kiedy robiono sobie zgrywy z ewidentnych gaf poprzedniego prezydenta, to mimo - mówiąc oględnie - mój duży dystans wobec tego polityka uważałem, to za niesmaczne. Dlatego o sławnych „sześciu królach” Ryszarda Petru nie ma tu ani słowa (na trzech królów w gratisie grzech byłoby narzekać!). Błąd ortograficzny, przejęzyczenie, niezręczne zachowanie mogą się zdarzyć każdemu. Tu jednak nie mówimy o przypadkowych wtopach, wypowiedziach wyrwanych z kontekstu, czy zdaniu wyszarpanym przez bezlitosnego dziennikarza. Mądrości Pertu i historiozoficzne refleksje senator Zdrojewskiej, to nie lapsus lecz pełne zapału, dobrowolne tyrady, nieskrępowany niczym słowotok, wiedza radosna! Kto widział Ryszarda Petru na ekranie ten dobrze wie, że nie mówimy o potknięciu lecz popisie, który ma olśnić publiczność i rzucić ją na kolana. Doprawy kawał drogi uszliśmy od intelektualnych patronów do których ciągle przyznaje się ta polityczna formacja.
Źródło: www.teologiapolityczna.pl
