Takie ustalenie prowadzi do dwojakiego podziału, według którego jedni opowiadają się za innowacjami i odrzucają Tradycję, a drudzy żądają zwrotu ku Tradycji i odrzucają reformy Soboru Watykańskiego II.
Papież Benedykt XVI opowiedział się przeciw obu poglądom i przeciwstawił im „hermeneutykę ciągłości”. Kard. Schönborn podkreślił, że chodzi to o organiczny rozwój. Sobór nie był żadnym zerwaniem, gdyż w Kościele katolickim trwa „prawdziwy rozwój nauczania” w odniesieniu do wolności religijnej, urzędu biskupiego czy stosunku do religii niechrześcijańskich.
Zdaniem hierarchy to, że bezpośrednio po Soborze Watykańskim II dochodzi do spięć i dyskusji o prawdziwą interpretację, nie jest niczym nowym. Schönborn przypomniał, że 300 lat musiało minąć, nim nauka Soboru Nicejskiego (325) została ostatecznie przeforsowana. Od najwcześniejszych soborów do tego ostatniego bezpośrednio po zebraniach biskupów dochodziło do rozłamów lub występowały tendencje ku nim.
Za szczególnie pilne zadanie kardynał uważa ponowne odczytanie dokumentów soborowych (przynajmniej tych najważniejszych).
Jednak zdaniem arcybiskupa Wiednia jest jeszcze pilniejsze zadanie, o którym mówi w swojej Jezusowej trylogii Benedykt XVI. – Przede wszystkim chodzi o naśladowanie Chrystusa – podkreślił kard. Schönborn.
Chrześcijaństwo, „w którym dobry Bóg znajduje się na odległym i mglistym horyzoncie życia, a postać Jezusa Chrystusa zapraszająca do naśladowania wydaje się mało konkretna i żywa”, prędzej czy później utraci siłę przyciągania. Generalnie „mglista” religijność nie jest zdaniem hierarchy w stanie „gromadzić ludzi i kształtować społeczeństwo”.
Jr3/kath
