Czy „Jezus z Nazaretu” to dobra lektura na Wielki Post?

Dla mnie, jako dla biskupa, ta książka jest świetnym przewodnikiem po Ewangelii, a do tego tekst niezwykle użyteczny. Często korzystam z pierwszego tomu w przygotowaniu do głoszenia homilii. Mam oczywiście świadomość, że dla wielu czytelników ten tekst może być trudny, bo jeśli odniesiemy się w nim do przypisów, które są w nim zawarte czy do podtekstów ekumenicznych, judeochrześcijańskich – to możemy się dużo nauczyć, ale to już wymaga głębokiego studium. Dla mnie jednak najważniejsze w tomie I, który znam bardzo dobrze, i w tomie II, który – mam nadzieję – w najbliższym czasie poznam bardzo dokładnie, jest to, że ktoś pozwala mi całościowo, syntetycznie popatrzeć na Ewangelię i dostrzec w niej nie zagubionego Chrystusa historii, ale przede wszystkim Chrystusa wiary. I to w taki sposób, że do mnie ten Chrystus mówi tu i teraz. Ale, żeby to dostrzec, trzeba głębokiej medytacji.

Trudno nie zadać pytania o eklezjologię, bowiem ta książka, choć jest o Jezusie, jest równocześnie głębokim traktatem o Kościele, o tym, co znaczy być chrześcijaninem.

Nie wiem, czy wśród wszystkich obrazów biblijnych Kościoła Benedyktowi XVI nie jest najbliższy obraz mistycznego Ciała Chrystusa. A jeśli tak jest, to pozostaje zawsze aktualnym stwierdzenie, że dzisiaj nie można spotkać Chrystusa inaczej, jak w Duchu Świętym, inaczej jak w Chrystusowym Kościele. I w tym znaczeniu wielkością tego II tomu jest przejście, które dokonuje się w tajemnicy paschalnej, przejście, które jest początkiem Żywego Kościoła, czyli początkiem innej obecności Tego samego Chrystusa.

 

Rozmawiał Tomasz P. Terlikowski

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »