Kard. Reinhard Marx udzielił portalowi swojego episkopatu, "Katholisch.de", krótkiego wywiadu, w którym podsumował rok 2015. Pytany był między innymi o krytykę, z jaką spotyka się Ojciec Święty także wewnątrz samej Stolicy Apostolskiej. Kard. Marx uważa, że jest to wynik jego zdecydowanych działań.
"To, co robi Franciszek, to wielka przemiana kultury, a to potrzebuje czasu. Tak jest ze wszystkimi wielkimi organizacjami. Skandale są znakiem niepewności i rozmaitych interesów [...]. Niektórzy myślą, że reformy powinny iść jeszcze szybciej. Ja nauczyłem się w Watykanie cierpliwości, nawet jeżeli niekiedy sam skłaniam się do niecierpliwości" - powiedział.
Kardynał stwierdził też, że nie potrafi powiedzieć, czy papież Franciszek przyjedize w przyszłym roku do Niemiec. "Jeśli nauczyliśmy się czegoś w ciągu ostatnich 2,5 roku, to tego: [Papież] robi, co uważa za słuszne" - stwierdził ze śmiechem.
Gdy idzie o sytuację w samych Niemczech, kardynał uznał, że jednym z większych postępów była intensyfikacja dialogu. To przede wszystkim znacznie silniejsze wprzęgnięcie świeckich w życie Kościoła. Świeckich, którzy, jak mówił Marx, niesamowicie angażują się w katolickich parafiach i związkach. Kościół skorzystał też zdaniem Marxa wiele na kryzysie imigracyjnym. "Parafie odkryły, że mogą być dla całej społeczności punktem, w których ludzie się spotykają, także ci, którzy nie są tak ściśle związani z Kościołem. Na nowo nauczyły się, po co jest tu Kościół" - uznał.
Pytany o rekordową liczbę apostazji oraz o wysokość podatku kościelnego, skomentował tylko to drugie. Powiedział, że wysokość przychodów Kościoła w Niemczech nie jest problemem, a należy jedynie dążyć do większej przejrzystości i wyjaśnić ludziom , na co idą ich pieniądze. A jest to pomoc dla biednych, ewangelizacja, wypłaty dla współpracowników kościelnych.
Sprawą masowych apostazji (to od dłuższego czasu ok. 170 – 200 tysięcy rocznie) znaczna część niemieckiego episkopatu się nie przejmuje. Biskupi uważają, że chodzi tu w przytłaczającej mierze o ludzi, którzy nie podzielają już od dawna wiary katolickiej i nie chcą płacić podatku kościelnego. A ten jest po prawdzie dość niski, bo wynosi zaledwie kilkanaście złotych miesięcznie dla osób zarabiających najniższą krajową.
Swego czasu jeden z najbardziej wpływowych niemieckich kardynałów, arcybiskup Kolonii Rainer Maria Woelki, powiedział, że czasy pełnych kościołów nie były wcale dobre. Wówczas bowiem wiarę praktykowano ze względu na panujący zwyczaj, a nie z rzeczywistego wewnętrznego przekonania.
hk
