Słowa artysty wywołały prawdziwą burzą we Włoszech. RAI Uno, organizator imprezy w San Reno, wysłał specjalnego komisarza, który ma pilnować, żeby do podobnych ekscesów już nie dochodziło. 74-letni gwiazdor wiedział co robi krytykując Kościół na tej imprezie. Jest ona bowiem jedną z najpopularniejszych we włoskich mediach. W tym roku festiwal oglądało ok. 15 milionów ludzi. We wtorkowy wieczór oglądalność przekroczyła 50 proc. „Mówią o swoich projektach, nie o bogu czy sensie życia” – stwierdził muzyk i dodał, że należy zamknąć dwa największe dzienniki katolickie w kraju - "Avvenire" i "Famiglia Cristiana". Występ oburzył nie tylko dziennikarzy tych gazet, ale również hierarchów Kościoła. Biskup Domenico Sigalini oświadczył: "Celentano nie powinien wierzyć w to, że jest Jezusem". Katoliccy publicyści nazywają go "kapłanem dekadencji". Szef telewizji włoskich biskupów Dino Boffo nazwał jego słowa z kolei "bredniami". Hierarchowie apelują by muzyk przeprosił za swoje słowa.
Gwiazdor nie zamierza chyba przepraszać za swoje stwierdzenia. Natomiast odcina się od nich zdecydowanie Mauro Mazza, dyrektor RAI 1, który powiedział, że: „Nie wolno nawoływać do zamknięcia jakiegokolwiek dziennika, to coś okropnego, co wywołuje dreszcze”. We włoskich mediach pojawiły się informacje, że gwiazdor planował swój atak od jakiegoś czasu. Celentano długo negocjował z kierownictwem nadawcy warunki swego udziału w festiwalu i domagał się pełnej swobody wypowiedzi. Odmówił również wcześniejszego przedstawienia tekstu monologu który zamierzał wygłosić. Adriano Celentano śpiewa od 50 lat, we Włoszech ma status niekwestionowanej gwiazdy, sprzedaje miliony płyt i cieszy się ogromną popularnością. Jest jednym z nielicznych włoskich artystów, którym udało się sprzedać ponad 100 milionów płyt na całym świecie. Nazywany jest włoskim Elvisem. Celentano od lat popiera lewicę i atakuje wszystko co kojarzy się z prawicą. Wspierał premiera Prodiego i jest fanatycznym wrogiem Berlusconiego. Cztery lata temu duży sukces w mediach odniósł film “Viva Zapatero” o przenikaniu się mediów i polityki, zrealizowany przez Sabine Guzzantis oraz show telewizyjny “Rockowa polityka”, który prowadzi właśnie Adriano Celentano. Ostatnie słowa gwiazdora mogą dziwić, bo w 1994 roku z powodzeniem występował on przed Janem Pawłem II.
Celentano bez wątpienia może być nowym przykładem dla polskich antyklerykałów, którzy mogą teraz mówić, że trzeba zamknąć „Gościa Niedzielnego”, „Nasz Dziennik” i „Niedzielę”, bo wtrącają się w politykę. W końcu nasi urbanowscy mogą powiedzieć, że tak chce oświecona Europa. Upps, może nie powinienem tego pisać. W końcu nasi kochani antyklerykałowie już powołują się na Dana Browna, więc mogą moje słowa wziąć zupełnie na serio.
Ł.A/Gazeta.pl/RAI I

