Fronda.pl: Brytyjski dziennik "The Daily Telegraph", powołując się na sondaż wśród Brytyjczyków, informuje, że w okresie Świąt Bożego Narodzenia wzrasta liczba kłótni w rodzinach. Skąd się to może brać? I jak jest pod tym względem w Polsce?
O. Paweł Stępkowski: Wbrew pozorom ten problem pokazuje, jak wiele znaczą dla nas Święta. Czujemy, że jest to szczególny okres i zachodzą różne rożne trudne okoliczności, pojawiają się stresy, obciążenia wewnątrzrodzinne, których nie ma w zwykłym czasie. Doskonale pamiętam to na przykładzie swojej własnej rodziny.
Źródłem konfliktów jest zawsze serce człowieka. Pamiętajmy jednak, że dla chrześcijanina konflikt może być źródłem łaski i błogosławieństwa. Przede wszystkim pokaże mi to, co mam w sercu. A poza tym, sytuacje konfliktowe są naturalne tam, gdzie ludzie żyją ze sobą i gdzie jest miłość.
Czyli nie ma się czym przejmować?
To nie tak. Chodzi o to, że zupełnie inaczej człowiek przeżywa sytuacje konfliktowe, gdy odnosi się do wiary i wchodzi w relację z żywym Bogiem. Wtedy znajdujemy siłę do przebaczenia i niechowania urazy do drugiego człowieka. Pamiętam to z mojej rodziny. Pobożny sposób przeżywania świąt, tzn. Wigilia, kolędy, pójście do Kościoła wprowadza w ten czas spokój i porządek. Pozwala dostrzec to, co w okresie Świąt jest najważniejsze. I w naszej rodzinie to właśnie wiara zmieniała przeżywanie Świąt i atmosferę w domu. Ale na początku gdy byliśmy nastawieni trochę "z dala od Boga" i skupieni tylko na sobie, pojawiało się dużo konfliktów, często z bardzo błahych powodów.
Zdarzają się jednak w czasie Bożego Narodzenia sytuacje między ludźmi, kiedy raczej trudno wyciągnąć rękę na zgodę, składać sobie życzenia płynące z serca, zburzyć mur nieufności, czy nawet przestać się stresować.
Wiara w Boga zawsze pomaga. Pochodzę z rozbitej rodziny, ale wiara i osobista więź z Bogiem sprawiły, że mimo dużych pretensji, jakie razem z dwójką rodzeństwa żywiliśmy do ojca, chcieliśmy u niego spędzać Boże Narodzenie. Bardzo wyraźnie czułem, że to wiara i Jezus Chrystus dają mi siły do wychodzenia poza siebie i urazy w moim sercu. Wiara umożliwiła nam funkcjonowanie jako rodzina, która chce być razem, chociaż ma poważne kłopoty.
Ale przecież bywa tak, że jeden członek rodziny pamięta o tym, że relacja z Bogiem jest najważniejsza, ale inni tak tego nie odczuwają.
W takiej sytuacji radzę modlić się, za siebie i za bliskich, aby te Święta przeżyć jak najlepiej. Nawet jeżeli efekt nie będzie zadowalający, Bóg nas tak z tym nie zostawi. Na pewno czegoś się nauczymy, uda się dokonać jakiegoś kroku w przód i pojawi się szansa, że w przyszłości będzie dużo lepiej.
Wiara i relacja z Bogiem to czynniki wewnętrzne, które mogą konfliktowe sytuacje zamienić w błogosławieństwo. Ale bywają też zewnętrzne przyczyny, które czasem nawet pobożną i pojednaną rodzinę są w stanie wyprowadzić z równowagi...
Źródłami nieporozumień w świątecznym okresie może też być nadmierna ambicja człowieka. Można ją określić tym polskim powiedzeniem "zastaw się, a postaw się". Chodzi mi o rozdmuchanie konsumpcyjnego wymiaru Świąt. Wielu ludziom trudno jest temu się oprzeć, zwłaszcza dziś, w dobie wszechobecnej komercjalizacji i konsumpcji. Trzeba jednak sobie powiedzieć, że naprawdę może być skromniej, bo nie chodzi o wystawność na stołach, ale o to, byśmy jako rodzina byli bardziej dla siebie, byśmy byli blisko Boga. Bóg i człowiek są ważniejsi od prezentów, czy jedzenia. Jeżeli wszyscy będą o tym pamiętać, to przeżyjemy Święta w atmosferze miłości.
Rozmawiał Mariusz Majewski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

