Fronda.pl: Czym dla Pana, jako architekta, jest miasto?
Czesław Bielecki*: Miasto ma dla mnie sens, który wyrażają różne definicje. Jako największy pomnik ludzkiej cywilizacji ma znaczenie kulturowe, urbanistyczne, społeczne, historyczne. Miasto jest dla mnie fenomenem koncentracji, jest miejscem, gdzie koncentrują się ludzkie aktywności, podziały własnościowe. To także proces zdobywania miejsca przez konkretną społeczność.
Sposobów rozumienia miasta jest bardzo wiele. Na to, co ja nazywam "grą w miasto", można patrzeć przez pryzmat własności, życia politycznego, historię, kulturę, psychologię. Zajmując się zawodowo urbanistyką dostrzegam w nim wszystkie te aspekty. Obecnie, konkretne miasto – Warszawa – jest dla mnie również pewnym wyzwaniem politycznym, ponieważ chcę być pierwszym od 20 lat bezpartyjnym prezydentem Warszawy. Uważam, że polityka miejska ma służyć nie partii, ale społeczności lokalnej.
Miasto jest również świadkiem historii?
Tak, miasto jest pomnikiem cywilizacji i historii. Problemem widocznym w Warszawie jest to, że "pamięć" miasta znajduje za mało materialnych punktów odniesienia. Możemy pochwalić się ogromną liczbą miejsc pamięci, szczególnie z czasów Powstania Warszawskiego czy okupacji. Nadal jednak brakuje ciągów pamięci, takich jak Trakt Królewski. Nie istnieje w praktyce ciąg bulwaru nadwiślańskiego, ulice pokonujące skarpę warszawską są w większości w opłakanym stanie. Często się "gubią". W miarę czytelny jest ciąg ulic od Książęcej do Wisłostrady, ale już ciąg Racławicka-Dolna-Chełmska jest nieczytelny. Aleja na Skarpie nie istnieje jako pieszo-rowerowy bulwar warszawski. Mamy w Warszawie cały szereg przykładów braku ciągłości.
Z czego ona wynika?
Z naszej historii. Jednak po dziesięcioleciach, które minęły od czasów zburzenia miasta, to jest w dużej mierze wynik zaniechań i braku konsekwencji. Trasa Łazienkowska, której budowę Gierek rozpoczął w 1975 roku, to pomysł z czasów prezydenta Starzyńskiego. Ciąg ulicy Wawelskiej jeszcze przed wojną był pomyślany jako część tej trasy. Obecnie jednak brakuje ciągłości myślenia. Nikt nie był w stanie rozwiązać szlaku komunikacyjnego między Pomnikiem Lotnika a Rondem Babka. Nie ma on takiej przepustowości, jaką miała Trasa Łazienkowska 30 lat temu, a pełni funkcję obwodnicy warszawskiego Śródmieścia. Miasto jest gotowe na przyjęcie pewnych rozwiązań, ale potrzebna jest do tego ciągłość myślenia. Nie może być tak, by ktoś budową jakiegoś blokowiska wszedł na trasę możliwej inwestycji i ją zablokował. Taka sytuacja zaburza czytelność miasta, które traci na swojej wyrazistości. A to jest najbardziej uciążliwe dla odwiedzających.
Łatwo się w nim pogubić. To fakt.
Warszawa to miasto, do którego trudno wjechać, trudno się po nim poruszać, trudno wyjechać. Myślę, że jeśli powstanie partia wkurzonych kierowców, mogę liczyć na jej poparcie. To są ludzie, którzy widzą dziesiątki nonsensów w naszym mieście. Zbiór takich nonsensów, powodujących paraliż Warszawy, powstał kilkanaście lat temu w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju. Za jego pieniądze przygotowany został raport, w którym pokazano, jak niewielkimi nakładami poprawić komunikację kołową w stolicy. Nie chodziło o wielkie inwestycje, ale np. o zmianę organizacji ruchu, inne wyznaczenie pasów na jezdni, przycinanie drzew, by nie blokowały przystanków, czy wreszcie o unikanie rozwiązań powodujących zatory w ruchu.
Co powoduje takie zatory?
Między innymi brak skutecznego zarządzania, co widać bardzo dobrze na przykładzie skrzyżowania Wołoskiej z Racławicką. Spotykają się tam dwie ulice o dużej przelotowości. Obie zwężają się na skrzyżowaniu. Nie stoi tam żaden dom, który uniemożliwiałby inne rozwiązanie, mamy tylko pozostałości po drzewkach owocowych. Mimo tego skrzyżowanie leży odłogiem. Nic się na nim nie dzieje. Obok natomiast budynek stawia firma inżynierska, która wygrała przetarg na Most Północny. Tę inwestycję jakoś udaje się realizować szybko.
W Warszawie zbyt wolno idą inwestycje?
Myślę, że ci warszawiacy, którzy pamiętają tempo powojennej odbudowy stolicy, również powinni mnie poprzeć. W tamtych czasach tempo w Warszawie było odpowiednie i nie widzę powodu, by obecnie do niego nie wrócić. To jest sprawa zdjęcia z warszawskich przedsiębiorców garbu biurokracji i niemożności.
Jaki był los raportu przygotowywanego dla Warszawy przez EBOiR, o którym Pan wspominał?
Nikogo nie zainteresował. Został opracowany, ale jego wdrożeniem nikt się nie zajął. Były pracownik banku, który obecnie przystąpił do popierającego mnie komitetu, powiedział mi, że jeżdżąc po mieście wciąż widzi te same błędy i zatory opisane w raporcie. Nikt tego nie poprawił, choć sprawa często była bardzo łatwa do rozwiązania.
Jakie widzi Pan główne mankamenty Warszawy?
To przede wszystkim brak konsekwencji przy budowie systemów inwestycyjnych. Zbyt często są one niezamykane. Prace w Warszawie są również prowadzone w sposób niezwykle kolizyjny i kłopotliwy dla mieszkańców. Obecnie rozpoczynamy budowę drugiej linii metra - i bardzo dobrze. Jednak jeśli rozpoczniemy budowę wszystkich stacji naraz, prawdopodobnie zablokujemy najważniejsze skrzyżowania i będzie trudno skutecznie zorganizować objazdy. Jeżeli już prowadzimy jakieś prace, które są uciążliwe, to możemy pracować 24 godziny na dobę na trzy zmiany. Nic nie stoi na przeszkodzie, by taki wymóg wpisać do procedury przetargowej. Obecnie od kontrahentów w ogóle nie wymaga się minimalizowania uciążliwości prac dla mieszkańców.
Czy powolne tempo nie wynika z braku środków na inwestycje?
Nie tu szukałbym źródła problemów. W ostatniej kadencji samorządu mieliśmy ogromne wpływy środków unijnych zarówno do wykorzystania przez miasto, jak i na inwestycje pozamiejskie, ale powiązane z aglomeracją warszawską, jak obwodnica Warszawy. Miasto nie było jednak w stanie w ciągu czteroletniej kadencji zbudować obwodnicy. Jeśli inwestycje przeciągamy na kilka lat, to w sposób oczywisty staje się ona dużo droższa. Nagminne stało się również w Warszawie powoływanie pełnomocnika, czy komisji ds. różnych inwestycji. To także jałowe działania, zapewniające obecność danej kwestii w mediach, ale nie wiążące się w żaden sposób ze skutecznością realizowania inwestycji czy obniżaniem jej kosztów.
Jak Panu - jako architektowi - działa się w Warszawie?
Źle. Zarówno jako architektowi, przedsiębiorcy i obywatelowi. Niektóre kwestie, takie jak obsługa obywatela na poziomie urzędów dzielnicy, została już dobrze rozwiązana w zeszłej kadencji samorządu. Jednak podejmowanie decyzji związanych z inwestycjami to istny tor przeszkód i ścieżka zdrowia. Nie ma żadnego uzasadnienia, by – jak obecnie - pewne inicjatywy lokalne czy działania podmiotów publicznych były uwiązane na poziomie miasta czy nawet państwa. Dwa lata temu niewidomy człowiek stracił nogę na stacji metra, ponieważ nie było oznaczenia informującego, że peron się kończy. I wciąż go nie ma. Urzędnicy miejscy tłumaczą się, że minister nie wydał stosownego rozporządzenia, więc nie da się zamontować "groszków" oznaczających krawędź peronu. Wiem jednak, że to nie jest istotna zmiana w projekcie wnętrza stacji i nie ma żadnego powodu, by czekać w tej sprawie na decyzję władz centralnych. To jest forma asekuracji urzędników, która doprowadziła do zupełnej bezczynności. W dziesiątkach kwestii można robić rzeczy szybko i sprawnie nie czekając na ogólnokrajowe regulacje. Również bez nich można znaleźć rozwiązania w sprawach pierwszorzędnych dla obywateli. Chodzi o to, by urzędnicy skutecznie prowadzili politykę sprzyjającą mieszkańcom.
Jak tego dokonać?
Należy wprowadzić model zarządzania przez cele. Jeśli chcemy, by miasto było przyjazne ludziom, to nie należy wydawać kolejnych aktów prawnych, czy powoływać nowych pełnomocników, tylko współdziałać i koordynować pracę urzędników. To ich działalność wpływa na poziom przyjazności miasta dla mieszkańców. Trzeba działać w dialogu z ludźmi, proponować im rozwiązania konkretnych problemów, a jeśli ich pomysły są bezsensowne – przeciwstawiać się im i proponować lepsze wyjście z sytuacji. Należy działać w sposób pozytywny.
Jakie będą Pana priorytety, jeśli wygra Pan wybory w Warszawie?
Po pierwsze, będę chciał współtworzyć – kontynuując rozpoczęte już działania – miasto przyjazne ludziom: rowerzystom, kierowcom; transportowi publicznemu. Miasto przyjazne i piękne. Piękna nie może być stolica, która – jak obecnie –stanowi stelaż dla wielkich płacht reklamowych czy bilbordów. Warszawa jest miastem propagandy rozwoju i komercji, ale się nie rozwija. Po pierwsze więc - przyjazność. Ona przekłada się na rozwiązywanie problemów, głównie komunikacyjnych. To miasto się dławi. Nie mogę zrozumieć, dlaczego w ciągu czteroletniej kadencji nie powstał w śródmieściu żaden miejski parking. Parkingi prywatne np. w Złotych Tarasach pokazują, że mieszkańcy są w stanie zapłacić niemałe pieniądze za możliwość zaparkowania samochodu. Problemów z parkowaniem nie rozwiążą parkingi budowane przez miasto na obrzeżach, ponieważ najtrudniejsza sytuacja dotyczy właśnie Centrum. Jako prezydent będę więc dążył do usprawnienia komunikacji w mieście, dokończenia obwodnicy śródmiejskiej. Jestem przekonany, że to możliwe do osiągnięcia w czasie jednej kadencji. Chcę także, by podczas Mistrzostw Europy w 2012 roku droga kibiców na Stadion Narodowy nie była pełna funkcjonalnych i estetycznych "zapaści", z którymi obecnie mamy do czynienia.
Jak Pan chce to zrobić?
Można to zrobić dokonując rewolucji w administracji i służbach publicznych. Decyzje muszą być podejmowane zgodnie z Kodeksem Postępowania Administracyjnego, czyli bez zbędnej zwłoki – w 30 dni, albo – przy bardziej skomplikowanych sprawach – w 60. To spowoduje, że tempo budowy naszego miasta będzie tak samo szybkie, jak tempo jego odbudowy po wojnie. Jako zawodowiec wiem, że nie ma żadnych przeszkód merytorycznych, by do tego tempa wrócić. Należy również unikać nieefektywnych działań, jakie widzieliśmy np. przy okazji odkrycia fundamentów Pałacu Saskiego. Najpierw je całkiem odkopano, a następnie – zakopano. Urzędnicy zrezygnowali z odbudowy Pałacu.
To Pana zdaniem wystarczy?
Nie. Drugim elementem bardzo potrzebnym do zmiany sposobu pracy urzędników jest przerzucenie na nich obowiązku koordynacji procesu wydawania decyzji. Obywatel, inwestor, czy przedsiębiorca nie może być zmuszany do biegania między biurkami i zbierania pieczątek od kolejnych urzędników, którzy zgodnie z prawem naliczają sobie swój czas na odpowiedź. Taki sposób działania miasta uderza w grupy najsłabsze – osoby starsze, dzieci, niepełnosprawnych, którzy nie mogą biegać między okienkami i dbać o swoje sprawy. Nie ma natomiast żadnego powodu, by urzędnicy pracujący za nasze podatki nie prowadzili całego procesu decyzyjnego w konkretnej sprawie. Tak się dzieje przecież na poziomie rządowym. Ministrowie koordynują swoje prace, zanim jakaś ustawa zyska poparcie całego rządu.
W wielu wywiadach mówił Pan, że oddziela kwestie zarządzania miastem od ideologii.
W tym, co mówiłem, nie ma żadnej ideologii. To jest tylko zdrowy rozsądek.
Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz była natomiast zaangażowana ideologicznie po lewicowej stronie. Jak Pan to ocenia?
Uważam, że to powinni ocenić wyborcy. Dla mnie prezydentura Hanny Gronkiewicz-Waltz była prezydenturą partyjną. To było usuwanie się z linii dialogu czy konfrontacji ze społeczeństwem tam, gdzie mogło to zaszkodzić notowaniom partii.
Pan nie będzie się przejmował "słupkami"?
Nie jestem kandydatem partyjnym. Prawo i Sprawiedliwość popiera mnie jako kandydata niezależnego. Jedyną trwałą stroną mojego kontraktu politycznego jest społeczność Warszawy. Tylko wobec niej chcę się do czegoś zobowiązać.
Do czego konkretnie?
W ciągu pierwszych stu dni swojej prezydentury zgłoszę zadania, które zostaną przeze mnie wykonane w pierwszej i drugiej części kadencji. Zaznaczę, które z nich zostaną zrealizowane na pewno, a które – z racji finansowych – będą traktowane jako rezerwowe. Chcę efektów na czas, za te same pieniądze, które miasto wydaje na inwestycje obecnie.
Jak Pan ocenia pomysł dofinansowania przez miasto budowy stadionu Legii, której właścicielem jest prywatna spółka?
Należałoby zobaczyć umowę, żeby mówić o szczegółach tej sprawy. Ja jej nie znam. Nie wiem, jakiego typu był to kontrakt. Uważam natomiast, że dzięki partnerstwu publiczno-prywatnemu można budować duże fragmenty miasta z obustronną korzyścią. Jestem zdziwiony faktem, że obecne władze Warszawy nie wykorzystują takich możliwości. W sposób asekurancki unikały tej formy współpracy. Ona natomiast – szczególnie w dobie braku środków – jest sposobem na prowadzenie inwestycji w mieście. W Warszawie nie obliguje się prywatnych inwestorów do budowy jakiegoś fragmentu miejskiej infrastruktury przy okazji wydawania zgody na zabudowę. Co więcej, w większości przypadków to miasto finansuje budowę infrastruktury korzystnej tylko dla prywatnych inwestorów. Nie będzie mi przeszkadzało, jeśli przy okazji inwestycji miejskiej jakaś firma zarobi. Przeszkadza mi to, że wszyscy tracimy możliwości rozwoju.
Czy jako prezydent wydałby Pan zgodę na paradę homoseksualistów w Warszawie?
Do uczestnika Parady Równości mam taki sam stosunek jak do każdego mieszkańca, czy turysty. Każdy ma prawo być traktowany zgodnie z prawem, przyjaźnie. Jeśli nie narusza wolności innych, ma prawo swoją wolność wyrażać. Nie mam zamiaru wydawać w takiej sprawie żadnych decyzji, motywowanych ideologicznie.
Mówił Pan, że Warszawa jest nieprzyjazna dla przyjezdnych, którzy np. nie chcą płacić tu podatków. Ile miasto może na tym tracić?
Zgodnie z danymi urzędników miasta w takiej sytuacji znajduje się około 300 tysięcy osób. Są to osoby, które mieszkają w Warszawie, korzystają z miejskiej infrastruktury, ale nie meldują się tu i nie płacą podatków. W ten sposób tracimy pieniądze, które pozwoliłyby nam na zmniejszenie deficytu budżetowego. Należy tym ludziom przedstawić konkretne powody, dla których warto byłoby związać się z Warszawą na stałe np. lepszy dostęp do placówek oświaty i zdrowia, instytucji kultury. Obecnie przyjezdni korzystają z oferty stolicy, jej rynku pracy, ale nie zostawiają tutaj pieniędzy, stwierdzając, że miasto nie jest dla nich przyjazne.
Rozmawiał Stanisław Żaryn
*Czesław Bielecki: architekt, były poseł AWS, w PRL działacz opozycyjny, bezpartyjny kandydat na prezydenta Warszawy.
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

