- Ostatnio moje plakaty zrywała Kampania Przeciw Homofobii. Jest to wróg kościoła katolickiego, a ja jestem jego działaczem. Nie jestem księdzem ani diakonem, ale poczuwam się do obowiązku walki z wrogiem. Poza tym szanuję też moich dziadków i ich sposób myślenia. Oni chowali nas i pouczali, żeby coś robić, a czegoś nie. I w tym kontekście muszę aktywnie zwalczać to co Kampania Przeciw Homofobii promuje – mówi Cejrowski. 

 

Podróżnik zwykle nie udziela wywiadów. Dla portalu gdansk.naszemiasto.pl zrobił wyjątek, bo właśnie jest w trasie. Ale przyznaje, że jak dzwoni do niego „Gala” to odmawia, bo dziennikarze chcą rozmawiać o jego prywatności.

 

- A prywatność ma się tylko do tej chwili dopóki nie zacznie się opowiadać o niej publicznie. A ja chcę prywatność zachować. Babcia mnie uczyła, że nie wypada zaglądać komuś przez firanki do mieszkania. A te brukowce, albo jak to teraz mówimy tabloidy, szczycą się tym, że udało im się komuś zajrzeć pod spódnicę, albo zobaczyć kto z kim chodzi za rękę. Ja nie chcę uczestniczyć w plotce, więc nie czytam. Poza tym, mój dziadek mawiał, że kto gówno czyta, ten gówno wie… - konstatuje Cejrowski.

 

eMBe/gdansk.naszemiasto.pl