- Partia właściwie konstruowana to jest taka partia, która reprezentuje pewną część społeczeństwa, pewien sposób myślenia, system wartości. Oczywiście zabiega o zwycięstwo, ale to nie jest tak, że zwycięstwa przychodzą łatwo. Naszym przeciwnikiem nie jest obecnie tylko Platforma Obywatelska. Mamy wroga w postaci bardzo szerokiego frontu obejmującego tzw. grupę panowania. Trzeba bardzo wyraźnie odróżnić władzę od panowania. Władza jest czymś bardziej doraźnym, natomiast panowanie jest trwałą przewagą jednej grupy. Jesteśmy przeciwko tej grupie, która po 1989 roku ku wielkiej szkodzie znacznej grupy społeczeństwa uzyskała trwałą przewagę. W takich okolicznościach wygrać nie jest łatwo. Mimo wszystko wierzymy, że przyjdzie taki dzień, że wygramy – mówi prezes PiS "Naszemu Dziennikowi".
Zdaniem byłego premiera, podział polityczny w Polsce nie przebiega według linii poglądów, ale wzdłuż specyficznie pojętej linii kulturowej. - Obecnie istnieje taki paradygmat "obciach - cool", "ci w moherach i ci lepsi". Realia są dużo bardziej skomplikowane. Jeśli chodzi o poparcie grup z mocnymi korzeniami patriotycznymi, czy szerzej - kulturowymi, na pewno z PO nie przegrywamy. Jest odwrotnie. Elektorat Platformy jest w dużej części specyficznym wytworem PRL i transformacji. Ale tym łatwiej mu wmówić, że jest lepszy. On tego potrzebuje. My będziemy się starać konsolidować różne środowiska prawicowe. Znamienne jest to, że już stowarzyszenia o nazwie "Polska jest najważniejsza" istnieją i jeśli w Polsce jest egzekwowane jakieś prawo, to kolejne takie stowarzyszenie nie powstanie. My chcemy stworzyć szeroki front ze środowisk inteligenckich, prawicowych. Będziemy robili wszystko, aby udowodnić opinii publicznej, że ten obraz, w którym żyje, jest całkowicie oderwany od rzeczywistości – mówi Kaczyński.
O co jest ten spór?
Spór polityczny w Polsce toczy się o wartości, wybór drogi rozwoju kraju oraz sposób walki o międzynarodowy status Polski – uważa Jarosław Kaczyński. W sporze o wartości Prawo i Sprawiedliwość opowiada się – jak mówił prezes partii - za modelem bawarskim, "czyli postęp i tradycja". To zdaniem byłego premiera "oznacza również prawdziwą tolerancję religijną, piękną cechę naszej tradycji". Jak zaznacza Kaczyński Platforma Obywatelska opowiada się za dokładnie odwrotnym modelem. - Donald Tusk po deklaracji biskupów, którzy wprost sprzeciwiają się refundacji in vitro - co jest oczywiste, bo biskupi w tej sytuacji nic innego nie mogą powiedzieć - stwierdził, że to my tworzymy własną demokrację, a biskupi mogą mówić, co chcą – tłumaczy Kaczyński.
W sporze o drogę rozwoju Polski, PiS opowiada się z kolei za modelem zrównoważonego rozwoju. Natomiast PO, jak zaznacza Kaczyński, stawia na wspieranie metropolii. Pomysł Platformy "oznacza koncentrację potencjału w głównych ośrodkach miejskich, one mają się szybko rozwijać, a potem ma następować dyfuzja, czyli poziom ma się wyrównywać". - Problem w tym, że nie ma takiego miejsca na świecie, gdzie się to sprawdziło. Warszawa jest, owszem, bardzo zamożnym miastem. Ale tereny wokół stolicy nie odznaczają się już tak wysokim poziomem ekonomicznym – mówi Kaczyński. Dodaje, że jego partia opowiada się za wizją zrównoważonego rozwoju, czyli "koncentracji m.in. środków unijnych w pierwszej kolejności w miejscach, gdzie jest najbardziej ubogo, bo tam właśnie jest szansa na szybszy rozwój".
- Trzecia część sporu to sprawa międzynarodowego statusu Polski. Uważamy, że polskie sprawy trzeba licytować do góry. Oznacza to, że należy zapewnić Polsce wysoki poziom bezpieczeństwa, chodzi nie tylko o zabezpieczenie militarne. Należy też pilnować sojuszów realnych i mam tu na myśli Stany Zjednoczone – mówi były premier. Zaznacza, że PiS "naciska na to, aby z Polską w UE się liczono". - Już kiedyś, jeszcze mojemu śp. bratu, w 2007 roku, udało się jedną nogą wejść do "salonu", gdzie zapadają decyzje. Jest spór w tej materii, bo my chcemy, nawet za cenę prób ośmieszenia, walczyć o podmiotowość Polski – tłumaczy Kaczyński.
- Uważamy, że program Prawa i Sprawiedliwości jest dobry dla Polski, a postkomunizm jest dla Polski destrukcyjny. Ten system jest zły i trzeba go zmienić. Proces tej zmiany nie byłby łatwy, ale jest konieczny. Były dwa podejścia - Jana Olszewskiego i nasze - obydwa, niestety, się nie powiodły. Jedno trwało tylko pół roku, a drugie niewiele dłużej - 2 lata. To zdecydowanie za krótko, by dokonać istotnych i trwałych zmian w wielu obszarach. Choć, mimo krótkiego czasu i zmasowanego ataku z wielu stron, odnieśliśmy spore sukcesy – mówi Jarosław Kaczyński. Wśród sukcesów wyliczył "stworzenie 1,3 mln nowych miejsc pracy, wzrost inwestycji zagranicznych, wzrost o 30 proc. konsumpcji, obniżenie podatków, realną walkę z korupcją, wzrost bezpieczeństwa" oraz politykę zagraniczną, "prowadzoną zgodnie z naszymi interesami".
Prawica to PiS?
W rozmowie były premier odniósł się również do nowych inicjatyw prawicowych w Polsce, które jego zdaniem nie są potrzebne. - Nawet jeśli takie obecnie są, to są one małe i kompletnie nieracjonalne – mówił. Zaznaczał, że obecnych małych partii na prawicy nie można porównywać do Porozumienia Centrum. - PC było małą partią, ale na początku lat 90. miało wpływ na polską politykę. Wykazaliśmy pewną skuteczność. Mając dziewięć procent, mieliśmy premiera. Jestem dumny z tamtych czasów. Nie poparliśmy wówczas Wałęsy i okazało się, że mieliśmy rację. Porównywanie nas z tymi niszowymi środowiskami, które są na prawicy, obecnie jest bez sensu, bo my zawsze mieliśmy dużo więcej do powiedzenia. Jedyną osobą, z którą jest możliwa rozmowa, jest Marek Jurek, ale cóż ja mogę zrobić w obliczu jego decyzji? Marek Jurek po prostu nie chce. Ma jakieś własne cele, plany polityczne. Ja już podejmowałem próby rozmów z nim. Przypomnę tylko, że ja go nie wyrzuciłem, on sam odszedł z partii – mówi Kaczyński.
Prezes PiS zaznacza, że zjednoczenie prawicowych formacji zależy od ich działaczy. - Muszą zaakceptować nasz program. Są takie koncepcje na prawicy marginalnej, których my nigdy nie zaakceptujemy. Poza tym zależy nam, jak już mówiłem, aby wykorzystać ten ruch, który powstał w wyborach prezydenckich. To jest ogromny potencjał - środowiska prawicowej inteligencji, które powinny się zaangażować. Namawiam je na to – mówi Kaczyński.
Były premier przyznaje również, że wciąż myśli o powrocie do władzy. - Rzeczywistość w Polsce jest tak zmienna, dynamiczna, że jeszcze wiele może się zdarzyć. Nie wiem, jaka będzie przyszłość. Nie ma sensu podejmować jakichś gwałtownych działań. Należy teraz przede wszystkim stworzyć system ominięcia tej potężnej blokady medialnej, ukazywania tego, co robimy, i w ten sposób dotrzeć do ludzi z naszym programem. Środowe występy nowego stowarzyszenia przyćmiły kwestię rozliczenia trzech lat rządów Tuska złych dla Polski – mówi Kaczyński. Tłumaczy, że rynek mediów w Polsce spowodował, że "w społeczeństwie nie jest najlepiej ze świadomością tego, co się dzieje, z właściwym odbieraniem rzeczywistości". - Są takie momenty, okresy wzmożenia moralnego, jakich kilkukrotnie doświadczyliśmy w naszej historii, które zmieniają bardzo wiele i są źródłem nagłego przebudzenia... - dodaje i zaznacza, że takie przebudzenie widoczne było po katastrofie smoleńskiej.
Zaznacza jednak, że ma pretensje do m.in. twórców swojej prezydenckiej kampanii wyborczej, że tego potencjału nie wykorzystali. - Pozytywne emocje, które wówczas się ujawniły, choćby w rekordowej liczbie zebranych podpisów pod moją kandydaturą, zostały w znacznej mierze zaprzepaszczone. Przypomnę, że do PKW zanieśliśmy 1,7 mln podpisów, a wszystkich było zebranych prawie 2 miliony. Żałuję, że sztab nie był w stanie wykorzystać tej społecznej dynamiki – mówi Kaczyński.
Zdaniem prezesa PiS prawda o katastrofie smoleńskiej może być "fundamentem, na którym będzie można tworzyć nową jakość życia w Polsce". - Być może to spowoduje szok społeczny. Zwróćmy uwagę na to, że wręcz panikę wywołuje w obozie rządzącym i niektórych mediach samo wspomnienie o katastrofie. Ostatnio trzech parlamentarzystów naszej partii rozmawiało z ministrem spraw zagranicznych Tajwanu po angielsku i przysłuchiwało się tej rozmowie dwóch posłów PO, którzy nie znali języka. Nagle usłyszeli słowa "konwencja chicagowska", które były użyte w zupełnie innym kontekście, zrobili awanturę, wpadli nieomal w histerię. Nie wiem, jaka będzie reakcja na prawdę o Smoleńsku, ale z pewnością zapadnie ona w społeczną świadomość i będzie ją przekształcać. Ta prawda, dotarcie do niej, to nasz obowiązek wobec poległych, wobec Polski, to sprawa naszego honoru – mówi Kaczyński.
Zaznacza, że mówienie, iż szykuje on rewolucję, ponieważ 10 dnia każdego miesiąca mówi kilka słów w związku z katastrofą smoleńską, świadczą o tym, że "obecny obóz panicznie boi się prawdy o Smoleńsku". - Konflikt rysuje się najbardziej właśnie w tej kwestii. Dzisiaj słowo radykał oznacza kogoś, kto zajmuje się katastrofą i losami śledztwa. Politycznie i moralnie za tragedię odpowiada rząd Tuska, nie jestem sędzią, nie mówię o odpowiedzialności prawnej. Mówienie o tym, że ze śledztwem dzieje się coś złego, że piloci byli źle naprowadzani, że stenogramy mówią o tym jasno, oznacza oszołomstwo. Ale wmawianie opinii publicznej, że to błąd pilotów, że prezydent był pijany, jest w porządku. To są standardy obecnej władzy – kwituje Jarosław Kaczyński.
żar/Naszdziennik.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
