Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla telewizji Superstacja opowiadał o katastrofie smoleńskiej, o tym, co musiałoby się stać, by do niej nie doszło, a także wspominał swojego zmarłego brata ś.p. Lecha Kaczyńskiego. 

Jak mówił o swoim bracie w wywiadzie dla Superstacji Jarosław Kaczyński:

„Leszek był najlepszym człowiekiem, jakiego w życiu spotkałem. Był dobry. Czynnie dobry. To była cecha bardzo mocna, odbijała się na jego sposobie bycia w życiu, w opozycji, w Solidarności, w latach podziemia, i, co było może najtrudniejsze, wtedy, gdy pełnił najwyższe funkcje. Było tego dużo. To była cecha odróżniająca go od innych osób życia publicznego. On przejmował się ludźmi. Przejmował się tymi, którym było w życiu społecznym gorzej”

Jak przyznał prezes PiS, próbował przekonać brata, by ten nie leciał samolotem do Smoleńska:

„Miałem wewnętrzne przeczucie, że nie należy lecieć samolotem, ale nie mogłem tego racjonalnie uzasadnić. Próbowałem go przekonać, ale on powiedział, że na pewno nie może, bo musi jeszcze polecieć na Litwę. Byłem zmęczony, gdyby była inna sytuacja, może udałoby mi się brata przekonać, chociaż wbrew temu, co mówiono, nie było tak, że brat był w słabszej pozycji wobec mnie. To zupełna nieprawda.”

Jak mówił Jarosław Kaczyński, gdyby Donald Tusk i prezydent Lech Kaczyński lecieli wtedy razem do Smoleńska, do tragedii najpewniej by nie doszło: 

„Jest jasne, że gdyby lecieli razem [Donald Tusk i Lech Kaczyński], to by się nic nie stało. Mogłyby najwyżej jakieś incydenty dyplomatyczne na lotnisku, czy potem w Smoleńsku. Pod względem protokolarnym prezydent jest oczywiście numerem 1, Tusk nie uznawał tego stosunku do mojego brata. Skądinąd mam pewne powody, by przypuszczać, że nie bardzo uznawał to także w stosunku do prezydenta Komorowskiego. Krótko mówiąc, mogło dojść do jakichś zgrzytów. Wiadomo, że Putin był niechętnie nastawiony do mojego brata i dużo pozytywniej do Tuska. Ale to nie miałoby żadnego znaczenia. Gdyby nie rozdzielono wizyt, to do tragedii by nie doszło. Ten lot z Tuskiem był nieporównanie lepiej przygotowany, zabezpieczony”

Jak dodał w przypadku tego wydarzenia doszło do wielokrotnego łamania prawa tak przed jak i po katastrofie: 

„Doszło do wielokrotnego łamania prawa, zarówno przed, jaki i po. To powinno być w ten sposób potraktowane i odpowiednio ocenione przez organy wymiaru sprawiedliwości. To nie chodzi o relacje między dwoma ludźmi, tylko to kwestia odpowiedzialności za państwo i wielką tragedię. W tym przynajmniej znaczeniu, że doszło do bardzo poważnych zaniedbań, do sytuacji, w której bezpieczeństwo prezydenta i sam prezydent był w sposób przemyślany stawiany w pozycji człowieka, którego kompetencje się kwestionuje i którego się lekceważy w sposób zaplanowany. To był element fatalnej, niszczącej antypaństwowej polityki, która nigdy nie powinna mieć miejsca, a która była stosowana”

emde/300polityka.pl