- Demokratycznie wybrany rząd miał prawo podjąć taką decyzję – powiedział w trakcie wczorajszej wizyty w Belgradzie prezydent Lech Kaczyński o uznaniu niepodległości Kosowa przez Polskę. – Nie kryję, że to było w warunkach takich, kiedy prezydent i rząd nie są tego samego zdania – dodał.
Jego postawa bardzo ucieszyła prezydenta Serbii, Borysa Tadicia. Rząd serbski bowiem uważa, że Kosowo uzyskało niepodległość bezprawnie i twierdzi, że nigdy się na nią nie zgodzi.
Co jednak miał polski prezydent na myśli, namawiając Serbów do "konsekwentnego stawiania sprawy Kosowa"? – Przypuszczam, że wysiłki Serbii, by sprawę niepodległości Kosowa rozstrzygnął Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości. To miłe, że prezydent Polski nas popiera – twierdzi politolog Darko Trifunović.
Polska była jednym z pierwszych państw, które uznało niepodległość Kosowa. Postawa prezydenta nie podoba się jednak politykom koalicji rządowej. – Podczas wizyty za granicą prezydent nie powinien krytykować polityki zagranicznej, za którą według konstytucji odpowiada rząd – uważa Krzysztof Lisek (PO), przewodniczący Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych.
sks/Rz
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

