Mateusz Kijowski, lider szkodniczego Komitetu Obrony Demokracji, raczył skomentować wczorajsze wystąpienie prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Kaczyński zauważył podczas swojego przemówienia, że Komitet Obrony Demokracji gardzi Polską i jest de facto instrumentem w ręku tych, którzy chcą Polski słabej.

Trudno nie zgodzić się z Kaczyńskim. Każdy widzi, że trwa wojna cywilizacyjna. Prawo i Sprawiedliwość, akcentując wartości katolickie i konserwatywne, stawia się raczej po stronie normalności i Europy. KOD i środowiska liberalno-lewicowe są na przeciwnej stronie barykady, wspierając rozkład i zepsucie. Gardzą dlatego Polską - nawet, jeżeli nieświadomie. 

Dlatego zaklęcia Mateusza Kijowskiego niczego nie zmienią. Nawet, jeżeli powiedział w telewizji Polsat: "To, co o nas mówi to skandaliczne insynuacje i obrzydliwe brednie. Nie wyobrażam sobie, jak można w ten sposób w ogóle rozmawiać z obywatelami. Lider partii rządzącej mówi w tej sposób do obywateli".

Ale jak tu rozmawiać z obywatelami, którzy popierają Platformę, Nowoczesną i lewicę, a więc wszystko, co Polsce szkodzi i co Polskę znosi, roztapiając ją w samobójczym lewicowym tyglu, z którego, gdyby doń na stałe wrzucona, wyszłaby już tylko śmiertelnie okaleczona? Rozmowa jest trudna, bo i pozycje, na jakich stoi KOD i spółka są tak karkołomne...

Tymczasem sprawa jest boleśnie prosta. Albo Polska pozostanie wyraźnie katolicka i patriotyczna, albo nie będzie jej wcale. Lewica, świadomie lub nie, kreuje ten drugi scenariusz. Rozmowa rozmową, ale tu chodzi o przetrwanie narodu.

wbw