Kaczyński przypomina, żę wersja wedle której uderzenie w brzozę jest przyczyną katastrofy, jest już dawno obalona przez obiektywne dowody. - Dopiero teraz to wchodzi do oficjalnego obiegu. To tylko dowodzi, że te starania w dochodzeniu do prawdy, które uruchomił parlamentarny zespół pod kierownictwem Antoniego Macierewicza, okazały się właściwe. Bajka zostaje odrzucona. Oczywiście odrzucenie bajki to jeszcze nie dojście do prawdy. A musimy wiedzieć, co tam się naprawdę stało. Nie chcę ostatecznie wypowiadać się w tej sprawie. Ale wiadomo, co mówią o smoleńskiej katastrofie naukowcy – na urządzeniach wyświetlił się symbol trotylu, a producenci tego sprzętu twardo twierdzą, że jak trotyl, to trotyl, a nie pasta do butów czy perfumy - mówi prezes PiS w rozmowie z "Faktem".
Polityk przyznał, że wolałby, aby dowody świadczyły o tym, że w Smoleńsku doszło do fatalnego zbiegu okoliczności, ale jego zdaniem "w tej chwili wcale to tak nie wygląda".
- Jeśli rzeczywiście skrzydło uderzyło w brzozę, to z brzozy nic nie powinno zostać. Tupolew przy maksymalnym obciążeniu paliwem i pasażerami z bagażami waży 110 ton, czyli 55 ton na jedno skrzydło, a są jeszcze przeciążenia. No to jakim cudem konstrukcja, która tyle wytrzymuje, może być ścięta przez niewielkie drzewo?! To jest kompletny absurd. Bo konstrukcja tego samolotu była jeszcze dodatkowo wzmocniona – stalowe pręty w starciu z drzewem nie pękają - tłumaczy Kaczyński.
AM/Fakt/Onet.pl
