Zdaniem Kaczyńskiego dzieci "powinny być wpisane w dobry model życia, który jest akceptowany przez znaczącą część społeczeństwa". Polityk zaznaczył również, że przyczyną niskiej dzietności są nie tylko względy finansowe, ale również kulturowe. Jak czytamy na portalu Rp.pl, do tych pierwszych, Kaczyński zaliczył: brak pracy dla młodego i średniego pokolenia, brak mieszkania i brak pomocy ze strony rodziny.

 

Tylko, jak rozwiązać ten problem? Może zamiast rozważać podarowanie Polakom kolejnej ryby, lepiej pomyśleć nad przekazaniem obywatelom dobrej wędki? Taką wędką może być stworzenie korzystnych warunków do rozwoju przedsiębiorczości i zmniejszenie ucisku fiskalnego państwa, które służy tylko podtrzymaniu żarłocznego lewiatana. "Rząd nie rozwiązuje problemów, rząd je stwarza" - maksyma noblisty Miltona Friedmana wciąż nie straciła na aktualności.

 

Tymczasem, raz po raz, jesteśmy świadkami narodzin kolejnego genialnego pomysłu rodem z PRL-u w guście "bykowego", który w istocie nie jest żadną przysługą dla rodzin z dziećmi, ale próbą znalezienia kolejnych jeleni systemu od których można wyszarpać potrzebne środki. Gdy fiskus skorzysta ze starokawalerstwa, szybko zapomni o tzw. polityce prorodzinnej i zacznie "solidaryzować" się z portfelami dużych familii. 

 

Niestety brakuje tu mocnego sprzeciwu opozycyjnych ugrupowań jak Solidarna Polska czy Prawo i Sprawiedliwość. Centroprawica łatwo wchodzi w dyskurs narzucony przez lewicę. Otrzymujemy trafne diagnozy, ale trudno znaleźć dobre środki zaradcze. Przedstawiciele sił liczących się na scenie politycznej, boją się zerwać z - ogólnie przyjętą - socjalną retoryką, która w istocie jest tylko mydleniem oczu.

 

Posiadanie dzieci musi być modne - to prawda. Zadbajmy jednak o warunki, które takim trendom będą sprzyjać w dłuższej perspektywie, a nie tylko do najbliższych wyborów.

 

Aleksander Majewski